Menu

Ciasteczkolandia

Biszkopciki dla dzieci i szkolna uwaga

vanilia81

biszkopty_2

Maja wróciła ostatnio ze szkoły. Z uwagą, na niemieckim otrzymaną. Nie żeby pierwszą, bo incydenty już ze dwa były, standardowe takie, że przeszkadzała czy przezywała. Ale ta ostatnia wygrała. I kiedy ją czytałam jej trzęsła się broda od płaczu, a mi ze śmiechu...

 IMG_8054

Bo oczywiście jeść na lekcji się nie powinno. Od tego są przerwy, ale ten wyraz ,,biszkopty"... No rozłożył mnie na łopatki. Nie tylko mnie, na facebooku wygrał komentarz ,,no jak Ciasteczkolandia to przecież nie będzie golonki jadła na lekcji tylko ciasteczka" a na instagramie ,,dobrze, że nie makrelę".

I choć tymi schrupany na lekcji poczęstował ją kolega, tak mi do głowy wpadło, ze dawno biszkoptów dzieciom nie piekłam...Więc gdyby ktoś na przepis reflektował to poniżej podaję. Pracy z nimi tyle co nic, a wiem, że one z jajek tych od kur co je za płotem widzę, z cukrem brzozowym, bez oleju, syropu glukozowo- fruktozowego, spulchniaczy i barwników (po co oni je tam ładują i jakim cudem ,,pozytywną opinie instytutu Matki I Dziecka" dostają to ja nie wiem...)

Warto dodać, że te są bardzie miękkie, puchate, nie tak zbite i suche jak te ze sklepu.

Jeśli pieczecie ja dla jednego dziecka, wystarczy upiec je z połowy składników.

Jeśli komuś zależy by wyglądały jak sklepowe, to zamiast łyżeczką, szpryca cukierniczą porcje na blachę nakładać, albo w foremce/ na macie do makaroników piec polecam, ja nie widziałam ku temu powodu.

Składniki:

  • 4 jajka (używam ekologicznych)
  • 100 g mąki pszennej tortowej
  • 50 g mąki ziemniaczanej (lub skrobi kukurydzianej)
  • 5 łyżek cukru (u mnie ksylitol)

Oddzielić białka od żółtek.

Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodać cukier i chwilę miksować.

Miksując na najniższych obrotach miksera dodawać po kolei żółtka.

Przesiać obie mąki i delikatnie wmieszać szpatułką do masy, tak by składniki się połączyły.

Duże blachy wyłożyć papierem do pieczenia.

Nakładać łyżeczką do herbaty (kopiasta jeśli chcemy biszkopty wielkości tych sklepowych) porcje ciasta, spłaszczając je łyżka delikatnie, pamiętając o zachowaniu niewielkich odstępów.

Piec w piekarniku nagrzany do 175ºC (termoobieg jeśli pieczemy dwie blachy na raz) przez ok. 10 min.

Przełożyć na metalowa kratkę, żeby przestygły.

Ciasta wystarczy na 3-4 blachy ( w zależności od odstępów)

 

Niezapominajki & kawa

vanilia81

Julia_R_1

Garść małych marzeń tej wiosny miałam.

Żeby mi pod płotem niezapominajki zakwitły z tych nasion, które w zeszłym roku zasiałam. Trochę chociaż.

I o kawie u Julii Rozumek marzyłam. Przy tym stole drewniany. Z tego kubka żółtego. Z Tosią i Beniem biegającym wokół...

Ale jak zawsze. Po ciuchu marzyłam. Nie było szans by usłyszała. I ranka pewnego w szufladce na Instagramie ,,Czy ja mogę zaprosić Cie na kawę?" - wiadomość od Niej przeczytam.

W niedowierzaniu oczy zmrużyłam, nos do ekranu zbliżyłam, myśląc, że chyba źle przeczytałam.

Bo niby dlaczego ja?

Dlatego, że komentarz miły pod jakimś zdjęciem czy postem napisałam? Miłych komentarzy to jej pisze 50 tyś osób miesięcznie.

Umawiamy się..

Pytam w żartach czy ma dom ubezpieczony bo jeśli tak, to ja bym z dziećmi chętnie.

Ubezpieczony. I pewnie, z dziećmi mam przyjechać.

Ciasteczka waniliowe pieczemy z Mają do północy. 

Rano w ogródku niezapominajek kępka zakwitła!

Zrywam je. Wszystkie. Wstążką owijam. Antoś wręczy Tosi .  

Jedziemy w czwórkę.

I widzę ten dom już z daleka i wierzyć się nie chce, że to w okolicy mi znanej, pół godziny drogi ode mnie.

Julia_R_24

Parkuje. I nie wiem czy kolejny filmik Julii oglądam, czy mi się to śni może. Tosię widzę jak stoi w jednym z tych wielkich okien w stroju baletnicy uśmiecha się i macha do nas.

I taką nutkę obawy mam w sercu, czy mi się ta wizja Julii, Jej Rodziny, domu, który stworzyła, a który przecież tylko ze zdjęć znam, nie popsuje zaraz. Nie pryśnie jak bańka mydlana. Bo może ona przemądrzała, dla dzieci niedobra, mąż gbur jakiś.

Ale nie Kochani. U nich naprawdę jest tak jak Jej blogu. To jest dom pełen miłości i normalności. Z pokruszonym ciastkiem na podłodze, szalem Tosi rzuconym w przedpokoju, kompotem na stole, śmieciami do wyniesienia i Mężem, który po zjedzeniu pomidorowej  zupę pochwalił. Nie dlatego, żeby się żonie przymilić, tylko dlatego, że mu najzwyczajniej na świecie smakowała...

Julia_R_3

Julia_R_10

Julia_R_12

Julia_R_11

Julia_R_9

Julia_R_13

Julia_R_14

Julia_R_15

Julia_R_4

Julia_R_8

Julia_R_16

Julia_R_17

Julia_R_5

Girlanda gwiazdek Radosna Fabryka

Julia_R_19

Julia_R_20

Julia_R_2

Narzuta z motyle Las & Niebo

Julia_R_28

Julia_R_18

Julia_R_21

Julia_R_26

Julia_R_27

Julia_R_23

Julia_R_29

Julia_R_22

Julia_R_25

Dom jaki jest widzicie. Słów tu za wiele nie potrzeba. Oryginalny do granic możliwości. Niepowtarzalny. Żaden architekt wnętrz i stu stylistów tak by go nie urządziło. Styl, wyczucie, konsekwencja w doborze materiałów, mebli, tkanin, miłość do rzeczy z duszą, chęć ocalenie tych wyjątkowych, które dawno mogły zapomniane skończyć swój żywot go stworzyły. A przede wszystkim atmosfera. Bez jego mieszkańców, tych malutkich rączek na szybie odbitych, nie byłby w połowie tak wspaniały...

Tosia to taki typ dziecka, które masz ochotę złapać, przytulić i ukraść. Rezolutna, uśmiechnięta, komunikatywna. Taka równiacha. Jestem z Nią umówiona na pieczenie ciasteczek w kształcie serc i nocne zwiedzania placów zabaw z latarkami. Warta wszystkich niezapominajek na tym świecie...

Benio.. no łyżkami bym go jadła. Nie widziałam chyba nigdy takiej burzy loków, a w połączeniu z wielkimi, brązowymi oczami to już na pewno nie.

A Julia? Do bólu normalna. Malutka. Drobna. Serdeczna. W dresowych spodniach i włosach na prędce upiętych, a piękna taka, że oczu oderwać nie sposób. Za dziećmi w ogień by skoczyła, troskliwa, ciepła, cierpliwa, ale o sobie w tym świecie niezapominająca. Fajna kobieta. Ciesze się, że mogę o niej mówić per moja koleżanka. Z wrażenia zdjęcia Pani domu nie zrobiłam.

Jeśli cudem jakimś nie znacie jeszcze bloga Julii Rozumek, (wcześniej Szafą Tosi nazywanym), to polecam. Warto jej spojrzenie na życie przyswoić.

A gdyby ktoś film wolał, z muzyką jakby dla nich przez Zakopower pisaną, to poniżej, na zębatym kółeczku jakość HD ustawcie sobie...

 

Kuchenne rewolucje z marką Tidlo

vanilia81

Po dziewiątej...

Po dziewiątej starsze moje dzieci są wyprawione do szkoły i przedszkola, zmywarka jest opróżniona, blaty pościerane, papcie porozrzucane poskładane, łóżka pościelone, pranie już nawet często rozwieszone.

I wtedy mamy z Małgosia czas. Ten taki tylko dla nas.

Są dni kiedy wieże z klocków układamy, książeczki czytamy, do ogródka wychodzimy, na zakupy jeździmy, a ostatnio...Ostatnio sporo gotujemy.

I podczas tej zabawy najbardziej lubię ją obserwować. Zastanawiać się skąd ona wie, że jajka sadzone to na patelni trzeba smażyć, a nie do garnka  włożyć, skąd że podając mi drewnianą babeczkę ,,kawke tes?" zapytać. I że te babeczki to do piekarnika, a nie do zlewu się wkłada. Ile to taka główka malutka już zaobserwowała w życiu, przyswoiła.

To nie jest tak, że ja jej na siłę wpoić model chcę taki, że miejsce kobiety jest w kuchni (bo uwierzcie, że choć piec lubię to gotować nie cierpię...) Pokój Gosi sąsiaduje z pokojem Antka, a w nim milion samochodzików, zamki, piły, młotki i śrubki zabawkowe. Ma do nich dostęp. Nigdy nie zainteresowała ją żadna z tych rzeczy.

Skoro więc lubi te jajka smażyć, babeczki piec i garnki myć, to niech smaży, piecze i myje! Bo czy w życiu nie jest szczęściem robić to co się kocha najbardziej?kuchnia tidlo country

 

country_Tidlo_16

country_Tidlo_151

country_Tidlo_17
country_Tidlo_121

country_Tidlo_14

Poszukiwania idealnej kuchni do zabawy trwały dłużej niż mojej prawdziwej. Plastikowe odpadły natychmiast. Starsza córka miała taką, najlepszej chyba firmy, a szału nie było. Była niska, szafki kiepsko się otwierały, naklejki pozdzierały, baterię trzeba było na okrągło wymieniać, jakieś akcesoria z niej zostały i tyle pamietam.

Teraz wiedziałam, że musi być drewniana i ma pasować do stylu naszego domu, bo to przecież mebel niejako.

Różu nie chciałam, no może pudrowy odcień by mnie skusił, ale nie znalazłam w Polsce takiej. 

Kuchnia Tidlo Country zdobyła moje serce natychmiast. Jestem fanką wiejskich klimatów, uwielbiam angielski cottage (notabene producentem jest firma z Anglii właśnie), więc kuchnia jakby z moich snów wyjęta. Połączenie pastelowego błękitu z bielą jest w mojej ocenie urocze i przemyślane, bo w takiej kuchni świetnie będzie się czuł również mały mężczyzna. 

Kluczową sprawą było to, żeby kuchnia nie była za niska. Ta kuchnia ma wysoko ustawiony blat (58 cm), a to gwarantuje, że posłuży dziecku dłużej (to istotne przy zakupie nie taniej przecież zabawki). Nie widzę sensu w zabawie kuchnią 4- latki, która musi klękać na kolanach, by móc się nią bawić.

Ważne dla mnie było, by oprócz klasycznego zestawu piec + piekarnik, zawierała też zlew i miejsce do przechowywania kuchennych i kulinarnych skarbów. Zarówno piekarnik jak i szafka pod zlewem zamykane są na magnes i posiadają wyjmowane półki (piekarnik czarną, szafka błękitną) i są naprawdę pakowne. To dobrze nie potrzebny będzie w pokoju dodatkowy kosz czy skrzynia by te rzeczy pomieścić.

 kuchnia tidlo countryMałgosia w styczniu skończyła dwa lata. Nie jest mała jak na swój wiek, a jak widać na zdjęciach musi się nagimnastykować, żeby ściągnąć z kuchni drewniane elementy. Moim zdanie idealna będzie dla 4-5 letniego dziecka (tyle ma mój syn i wysokość jest dla niego idealna). Niemniej warto ją kupić już np. drugie urodziny, bo dziecko już  zdoła się nią bawić, a będzie ja miało dłużej. 8- letnia Maja nadal nie musi przy niej kucać, jedynie trochę pochylić by coś ,,ugotować"! 

Kuchnia wykonana jest doskonale. To taki rodzaj produktu z gatunku ,,wiemy za co płacimy". Przemyślane detale, takie jak ruszający się kran, to że przekręcając pokrętła w kuchence słyszymy charakterystyczny dźwięk klikania, albo uchwyty po jej bokach sprawiające, że z jej przenoszeniem poradzi sobie nawet mama.

kuchnia tidlo country

country_Tidlo_13

country_Tidlo_81

country_Tidlo_61
country_Tidlo_10

country_Tidlo_11

country_Tidlo_19

country_Tidlo_18

Nad kuchennym blatem znajduje się zegar z ruchomymi wskazówkami (szczególnie Antek przypodobał sobie kręcenie nimi, więc przejdą prawdziwy test wytrzymałości), miejsce do zawieszenia drewnianych przyborów kuchennych oraz półeczkę na której można ustawić pojemniki na sól i pieprz, czy płyn do naczyń, które są częścią zestawu.

kucnia tidlo country

country_Tidlo_9

Jej wady? Hm czy ja w tym zauroczeniu, zaślepieniu jej walorami zdołam wadę znaleźć?

Cena. No nie ma co ukrywać nie jest niska, ale jeśli ma się z nią do czynienia na żywo, nie ma wyjścia, trzeba przyznać, że najzwyczajniej w świecie jest jej warta.

Jestem natomiast fanką prezentów składkowych. Kiedy policzymy sobie ile my, babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie wydajemy łącznie na prezenty na urodziny dziecka naszego, może się okazać, że jest to kwota nie mniejsza. Nie mówiąc już o sytuacji, kiedy chodzi o prezenty pod choinkę i mamy w domu dwie potencjalne małe kucharki/ dwóch kucharzy...

Zawsze biorę też pod uwagę to, że mając do czynienia z produktem takiej jakości pobawi się nią nie jedno czy dwoje dzieci i kiedy nasze dzieci z niej wyrosną, kuchnia nadal będzie miała pewną wartość i  tylko od nas tylko zależy czy ja komuś odsprzedamy, czy zachowamy dla wnuków...

Co jeszcze w kwestii wad? W tej cenie producent mógł pomyśleć o jakimś garnku czy patelni i marchewce ,,na start", żeby móc tą debiutancką zupę ugotować. 

Większość dzieci ma z pewnością coś do gotowania na stanie, jeśli jednak nie, dobrze o tym pomyśleć, albo po prostu ,,gotować" prawdziwy makaron w miseczce plastikowej.

kuchnia tidlo country

Wymiary kuchni:

77 cm szer. x 36 cm gł. x 92 cm wys.

Zapakowana jest w karton 80 cm x 50 cm x 18 cm.

Zręcznemu tacie skręcanie zajmie pół godziny (polecam więc złożyć ją wcześniej, jeśli dziecko jest małe i niecierpliwe)

Nakręciłam nawet filmik, kawałek na instagramie moim można zobaczyć. Streszczając zatkało ją z wrażenia i mowę odjęło.

Załączone wyposażenie:

  • 3 drewniane akcesoria kuchenne (łyżka, widelec, szpatułka)
  • pojemniki na sól i pieprz
  • plastikowa miseczka
  • butelka z płynem do naczyń.

kuchnia do kupienia z sklepie Piccoland

na zdjęciu widać także:

zestaw naczyń i akcesoriów kuchennych Tidlo

drewniane muffinki Tidlo

materiałowe jajko i bekon - Ikea (chyba już niedostępne)

 

Mazurek pomarańczowy, który mógłby być tartą właściwie...

vanilia81

mazurek_pomaraczowy_z_amaretto1 tarta pomarańczowa

Zastanawiałam, czy ten przepis wrzucać na bloga, skoro już dawno po Wielkanocy, no i zdjęcia mam jego tylko jakieś dwa na krzyż. Kurcze, ale on taki dobry był, że doszłam do wniosku, że szkoda, żeby go tu nie było. Smakował naprawdę każdemu. Nawet mój mąż do dziś go  wspomina, a zdąża mu się to tylko jeśli coś naprawdę mu zasmakuje. Można go też spokojnie w innej formie upiec i jako tarte potraktować przecież.

Nadzienia wystarczyłoby, gdyby je przygotować z 5 pomarańczy (zmniejszając ilość cukru do 300 g), ale podziękujecie mi za tą nadwyżkę, która można bez straty dla ciasta zjeść podczas przygotowania, albo zachować do croissainta na poświąteczne, wiosenne śniadanie.

ps. Biała czekolada na zdjęciu, choć zamiar taki był,  finalnie nie została do niego użyta ;)

mazurek_pomaraczowy_z_amaretto

Składnik ciasta:

  • 250 g mąki pszennej (najlepiej krupczatki, ale każda inna będzie ok)
  • 50 g mielonych migdałów
  • 150 g zimnngo masła
  • 50 g cukru pudru
  • 1 żółtko
  • łyżka śmietany
  • szczypta soli

Mąkę połączyć z masłem. Dodać resztę składników, szybko zagnieść ciasto.

Uformować kulę (ja zawsze spłaszczam tworząc kształt dysku).

Odstawić do lodówki na ok. 30 min. ( w tym czasie można przygotować pomarańczowe do smażenia)

Schłodzone ciasto wyciągnąć z lodówki, rozwałkować na dość cienki prostokąt (ok. 20 cm x 30 cm).

Odłożyć trochę ciasta i uformować z niego wałeczki, które utworzą brzeg.

Blaszkę (ja używam tej płaskiej z piekarnika) wyłożyć papierem do pieczenia.

Przełożyć na nią ciasto, ponakłuwać gdzieniegdzie widelcem.

Piec w temp. 190º C (grzałka góra dół) lub 180º C (termoobieg) przez 12 min. (albo ciut dłużej, do momentu, aż ciasto się zezłoci)

Wyjąć z piekarnika, odstawić do schłodzenia.

Nadzienie (konfitura pomarańczowa):

  • 7 pomarańczy (najlepiej ekologicznych)
  • 400 g cukru
  • amaretto
  • sok z cytryny (obcjonalnie, spowoduje, że konfitura zachowa ładny kolor)
  • po garści kandyzowanych wiśni i płatków migdałowych do ozdoby

Pomarańcze umyć (a jeśli nie są ekologiczne to dodatkowo sparzyć).

Obrać cieniutko skórkę (najlepiej obieraczka, nie dociskając za mocno, by nie zbierać białej (gorzkiej) części, pokroić na krótsze części.

Pomarańcze podzielić na cząstki, pokroić/ porozdzielać na kawałki.

Całość rozdrobnić blenderem.

Zasypać masę cukrem i gotować na małym ogniu przez ok 30 min.

Pod koniec gotowania dodać amaretto i sok z cytryny (masa będzie dość rzadka, ale zastygnie na cieście).

Gorącą konfiturę nałożyć na kruche ciasto. 

Po ostudzeniu warto udekorować, np. tworząc z kandyzowanych wiśni i uprażonych (ups ja zapomniałam uprażyć) płatków migdałowych kwiatuszki.

Smacznego!

 

,,Smak szczęścia" Agnieszka Maciąg - recenzja

vanilia81

 smak szczęscia ganieszka maciąg

Smak szczęścia... Tak mogłabym pewnie nazwać tort czekoladowy z migdałową praliną, pocałunki mojego męża, czy herbatę z ogrodowej mięty podanej w letnie popołudnie. „Smak szczęścia” to tytuł książki Agnieszki Maciąg. Dla mnie najładniejszy tytuł o jakim słyszałam. Poważnie! Po kilku latach książka doczekała się (nakładem wydawnictwa Otwartego) drugiego wydania.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam jej okładkę uśmiechnęłam się. Bo zdjęcie jakby w moim ogródku zrobione.

Bo przecież te liście. Ten sweter kremowy. Te jeansy. Te kalosze. To szczęście...

Otwieram pierwsza stronę...

smak szczescia

Słonecznik!

Ukochane moje. Wspomnień  z nimi tyle, ile ich rośnie na toskańskich wzgórzach w sierpniu. Sentymeny ogromny mam...

Wertuje dalej...Dedykacja...

,,Tę książkę dedykuję Tobie ♥ "

Z takim szacunkiem do czytelnika można...I to serduszko...Ach.

Książka podzielona jest na rozdziały: Dieta. Uroda. Wewnętrzna harmonia. Joga. Natura. 

 smak szczescia

Nie jestem zielona w kwestiach zdrowego odżywiana. O bardzo wielu faktach, które Agnieszka tu opisuje wiedziałam. Jednak czytałam ją z zaciekawieniem i ogromną przyjemnością, bo ta książka jest inna. Napisała ją kobieta i to daje się odczuć na każdej stronie. Emanuje z niej ciepło, czyta się ją jak opowieść, z zaciekawieniem a nie jak przynudnawy podręcznik. Przeczytamy w niej o dietach, produktach spożywczych, poznamy sporo przepisów kulinarnych. Dowiemy się jak zrobić domowe kosmetyki, poznamy właściwości ziół. Niewiarygodne jak wiele wiedzy zawiera. Gdybym miała mieć w domu jedną książkę o tej tematyce, z całą pewnością oddałabym nawet taki światowy bestseller jak ,,Odżywianie dla zdrowia" zostawiając sobie ,,Smak szczęścia". 

smak szczescia

smak szczescia

Choć temat jogi jest mi (póki co) obcy, to dobrze, że ten temat został w książce poruszony. On tam po prostu świetnie pasuje, jest potrzebny.

smak szczescia joga

Rzecz na którą ja, estetka, miłośniczka dobrej fotografii (nie tylko kulinarnej, ale też tej codziennej, jak zwykłam ja nazywać) jestem usatysfakcjonowana. Uwierzcie zdarzyło się nie raz, że otrzymałam do recenzji książkę, ale jej zdjęcia były w mojej ocenie tak fatalne, że wolałam jej temat przemilczeć, nie wypowiadać się na jej temat wcale.

smak szczescia

Nie będę zmyślać, że zdjęcia żywności i kwiatów zawarte w książce powaliły mnie na kolana, bo tak nie jest. Nie jestem zwolenniczka robienia zdjęć w pełnym słońcu (choć podejrzewam, że tu był to zabieg celowy), ale to staje się mało istotne, ponieważ w książce sporo jest zdjęć samej autorki, a one są, jak Agnieszka- prześliczne. Pewnie kiedy zdjęcia robi mąż, łatwiej zachowywać się naturalnie czy patrzeć w obiektyw z miłością (autorem zdjęć jest Robert Woliński, znany fotograf, prywatnie mąż Agnieszki).

smak szczęścia

,,Smak szczęścia" jest lekturą niezwykle wartościową. Zawiera informacje, o których każda kobieta, chcąca mądrze dbać o siebie i najbliższych powinna wiedzieć. Rady, wskazówki zawarte w tej książce, w mojej ocenie pomagają budować wewnętrzną harmonię, która jest przecież najlepsza drogą do szczęścia. To jest jedna z tych książek, które zachowam w głowie, serce i regale na zawsze.

Książkę możecie zamówić tutaj

smak szczęscia anieszka maciąg

Życzenia Wielkanocne...

vanilia81

wielkanoc_2016

Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
Że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.

Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.
Czesław Miłosz

Z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzę Wam Kochani nadziei i wiary, że w ogrodzie tego świata czeka na nas jeszcze wiele pięknych chwil, uczuć i niespodzianek...

 

 

 

Napój imbirowy z miodem i cytryną po zimowym spacerze

vanilia81

napj_imbirowy_z_miodem_i_cytryn_1

Zbierałam się z tym wpisem trzy miesiące chyba, bo zdjęcia robiłam gdy spadł pierwszy śnieg. Sobotę sobie na to spadanie wybrał wiedząc jakby, że dzieci od rana w domu. Nie wziął natomiast pod uwagę tego, że Robert w pracy, a sanki (wersja xxl ) na strychu.... Weszłam na ten strych, sanki zniosłam, zaskoczona nie lada tym wyczynem. Teraz tylko poubierać. Ich i siebie. Ubrani, pozapinani, nakremowani. Czapki, szaliki, ok. Rękawiczki teraz. Z 10 par na stanie, żadna nie ma pary. Żadna. No nie pojmuje fenomenu. Szukamy. Kieszenie, tornister, za szafka na buty. Są! Któreś ze starszych w butach stojące musi sikać... 

Wychodzimy. Aparat włączam, szczęśliwa śnieg jest, zdjęcia zimowe będą! O nie, bateria została w ładowarce. W sypialni. Na górze. W jednym bucie skacze przez salon, po drugi aparat. Na sankach zasiedli, grzeczni wyjątkowo.

Wracam po tą baterię jednak. Bo to bez sensu przecież starym aparatem zdjęcia robić, jak nowy mam. Jestem. Gosia śnieg je. Pierwszy raz widzi w sezonie (a że mała to jakby w życiu) to go je. Lody zamiast trawnika, ha! Starsi się kulkami walą, po płocie wspinaczki urządzają, zawody chyba jakieś kto wyżej. Idziemy, ciągnę te sanki jak wół, sąsiedzi muszą mieć niezły polew ze mnie. Dzieci mają... Dotlenieni, zmarznięci, uśmiechnięci wracamy. Pół tuzina mokrych rękawiczek w powietrzu fruwa, szaliki, kurtki gdzie bądź rzucone, jakby wieszaków nie było. Śniegu tona na butach wniesionych już się topi. W szaliku jeszcze podgrzewam wodę i do dzbanka z tartym imbirem (przed wyjściem starłam, taka zorganizowana jestem ;)), wodę ciepłą wlewam, spoglądam na nich w między czasie i widzę... jak się pod koce ładują, o miejsca kłócą. Widzę te buzie od mrozu rumiane, te papcie i skarpetki zrzucone. Widzę jak się starszaki o Gosie najmłodsza troszczą, przykrywają, podusie poprawiają. Wtedy wiem. Wiem doskonale, że kompletnie bez znaczenia jest model aparatu, zgubione rękawiczki, mokre kurtki i ciapa w przedpokoju. Bo najważniejsze, że ten śnieg spadł i że sanki takie długie, że ich wszystkich pomieścić zdołały, na strychu stały, że siedząc pod kocem książeczkę ulubioną możemy czytać, popijać ciepły napój imbirowy. Zdrowi. wszyscy. Razem.

Napój robię na oko, to będzie jakoś tak:

  • Niewielki (ok 3-4 cm) kawałek imbiru (w zależności od tego jaką intensywność jego w napoju akceptujecie), obieram (najwygodniej robić to małą łyżeczką), a następnie ścieram na tarce o drobnych oczkach, by po starciu otrzymać łyżkę tartego imbiru. Dodaje 3 łyżki miodu i sok z połowy cytryny. Zalewam wszystko  litrem (albo trochę mniej) ciepłej wody (nie gorącej, miód straciłby swoje wartości). 

napj_imbirowy_z_miodem_i_cytryn_61

 

napj_imbirowy_z_miodem_i_cytryn_71

napj_imbirowy_z_miodem_i_cytryn_8

 

napj_imbirowy_z_miodem_i_cytryn_9

napj_imbirowy_z_miodem_i_cytryn_41

napj_imbirowy_z_miodem_i_cytryn_101

yeti_zakamarki

 

,,Ona ma siłę"

vanilia81

ona ma siłę Iwona Wiśniewska

Nie zdarza mi się to często. Bardzo sporadycznie powiedziałabym. Czasem w zakamarkach internetu spotykam kogoś i z miejsca wiem, że to jest to... Na jej bloga Ona ma siłę ( a chyba wcześniej instagram) trafiłam kilka tygodni temu i od razu wiedziałam, że mogłabym z nią dwie noce przegadać. Albo trzy. Wypić dzbanek kawy z jej ekspresu ,,za milion dolarów". Na blacie w jej kuchni siedząc, jeść lody prosto z jednego z tych wielkich, amerykańskich pojemników, do których je pakują. Chciałabym z nią faworki na piwie smażyć ze 100 letniego przepisu Jej babci i nie przeszkadzałoby mi, że od oleju włosy mi śmierdzą.I ubrania.I dom cały.

Rozmawiać o tym jaką jazdą bez trzymanki jest wychowywanie trójki dzieci. I o tym, że to najpiękniejsze co mogło nas spotkać. O nerwach związanych z urządzaniem domu, o lampach do kuchni, książkach wartościowych i o przyjaźniach z dzieciństwa. O tym ile fajnego wokół i jak z tym co niefajne radzić sobie...

Iwona Wiśniewska. Niedawno wydała książkę pt. ,,Ona ma siłę", spełniając tym samym swoje marzenie. I o tej książce chciałam Wam dziś opowiedzieć...

,,ona ma siłę

Tylko, że nigdy w życiu nie pisałam o książce tak ważnej dla mnie. Tak wyjątkowej. I dlatego w tym zachwycie, w tym zawstydzeniu, aż mi brakuje słów, choć przecież ta dużo chciałabym napisać.

Książek czytam sporo. Mam więc porównanie. Ostatnio ,,Wybór Zofii" Styrona, Paulline Simons wzdłuż i wszerz i od mądrości kipiącego Wiesława Myśliwskiego, ale książka Iwony jest inna. Jest absolutnie wyjątkowa.

Książka marca.Tej zimy. Roku całego, choć on dopiero się zaczął.

Na ten moment, to książka numer jeden w moim sercu.

ona3

Książka to zbiór opowiadań, napisanych tak niebanalnie, tak pięknie, że aż dech zapiera. O zwykłych rzeczach Iwona potrafi pisać niezwykle. W detalach dnia odnajduje piękno, nawet gdy pada deszcz, gdy wszystko się wali, gdy sił brakuje, ona się stara szczęście zauważyć i łapie je w siatki. Jak motyle...I tłucze nam do głowy, że tylko od nas samych zależy czy będziemy szczęśliwi.

Przemyśleń w tej książce mnóstwo, o życiu, rodzinie, miłości, śmierci. O codzienności, która jest wartością samą w sobie.

Ta książka to najlepszy prezent jaki możecie sobie zrobić, ale także sprawić go żonie, przyjaciółce, mamie, siostrze czy tej przemiłej sąsiadce z trzeciego piętra, która na wycieraczce zostawia Wam pomidory ze swojej działki. Komuś, kto priorytety w życiu potracił, zapomniał co w życiu ważne, albo poprzewracane od zawsze je ma, kto kopa w tyłek porządnego potrzebuje żeby zrozumiał lub potwierdzenia tylko, że życie mamy jedno i trzeba się nim cieszyć.I dbać o nie. Z całych sił.

Iwonko dziękuję Ci za tą książkę. Za bloga. Za każdy twój tekst (za ,,Na skraju lasu" z kilku powodów najbardziej...)

Nie wyobrażam sobie, nie przeczytać kolejnej Twojej książki.

Bardzo na nią czekam...

ona2

ona101

ona7  

ona61    

Książka wydana nakładem wydawnictwa eManuskrypt, możecie ją kupić na stronie Iwony lub np tutaj

Kubek, cukierniczka i podstawka widoczne na zdjęciach pochodzą z kolekcji Pink Rose marki Home&You

 

,,Elementarz Stylu" Kasi Tusk

vanilia81

Elementarz stylu Katarzyna Kasia Tusk Sotho

,,Elementarz stylu" to pierwsza książka Katarzyny Tusk, autorki bloga Make life easier, jednego z najpopularniejszych blogów w Polsce poświęconego modzie.

Poradnik został wydany przez Wydawnictwo Muza, które przystało na takie propozycje autorki jak brak jej zdjęcia na okładce, stworzenie okładki z niepospolitego dziś materiału (po dotknięciu jej przypomniała mi encyklopedię, którą w szkole podstawowej zastępowała mojemu pokoleniu Google albo ,,Kuchnie Polską" z 1968 roku, którą tak cenię) czy dodanie czerwonej zakładki. Wygodny format, śliczne zdjęcia (w dużej mierze autorstwa autorki) Ciekawostka! Rysunek na okładce jest również autorstwa Kasi.

Przesłanie książki jest następujące ,,Dobry styl to nie kwestia talentu czy zasobności portfela. Elegancji i szyku możesz się po prostu nauczyć". Styl Kasi oparty jest na zasadach stosowanych przez takie ikony jak Audrey Hepburn czy Coco Chanel, która zwykła mówić ,,Mniej znaczy więcej".

Kasia z ogromnym dystansem podchodzi w książce do samej siebie. Bez skrępowania, idealizowania opisuję swoją drogę do stylu jaki osiągnęła. Pisze o swojej miłości do błękitnych leginsów w dzieciństwie, śmieje się t-shirtów z żółwiami Ninja po bracie, które nosiła po w podstawówce, przyznaje się do błędów czy wpadek, przez co książka jest momentami zabawna i czyta się ją jednym tchem.

Elementarz_stylu__Sotho_21

Elementarz_stylu__Sotho_31

Dowiemy się z niej o ubraniach i kolorach które warto mieć w szafie. O tym co tworzy bazę, która zapewni nam sprawne dobieranie garderoby. Tłumaczy, że rozwiązaniem nie jest ilość rzeczy w szafie, a ich jakość. Podpowiada w się co ubrać na weekend za miastem, co do cioci na imieniny, a co na wielkie wyjścia. Uczy prostych zasad, które przyswojone sprawiają, że wygląda się dobrze. Po lekturze tej książki odwieczny dylemat ,,nie mam się w co ubrać" powinien przestać nas dotyczyć.

Elementarz_stylu__Sotho_41

Przeczytamy (cytaty to tylko wybrane przeze mnie fragmenty zagadnień) o:

  • doborze bielizny,,Kolejna zmora to silikonowe ramiączka. Wyrzuć wszystkie takie staniki. Zaprojektowano je by były niewidoczne, ale okazało się, ze jest dokładnie na odwrót",
  • butach ,,Lepiej mieć dwie pary porządnych butów na sezon, niż sześć par takich sobie",
  • torebkach ,,Nigdy nie kupuj podróbek, epatowanie najdroższymi markami jest samo w sobie żenujące, a co dopiero ich falsyfikatami",
  • nakryciach głowy,,czapki noszone w środku lata to dla mnie do dziś niezrozumiały fenomen",
  • okularach ,,Kiedyś co rusz gubiłam okulary i kupowałam bardzo tanie i kiepskie, ale po pewnym czasie zrozumiałam, że lepiej kupić jedne naprawdę dobre i ich pilnować"
  • biżuterii ,,...w swojej szkatułce mam tylko dwie pary delikatnych kolczyków (złote z małymi cyrkoniami i klasyczne perełki) ,trzy pierścionki i kilka bransoletek i wisiorków.".,,Ciężka biżuteria postarza i wygląda dziwnie, zwłaszcza ,,artystyczne" wisiory na rzemykach z wielkim kamieniem, który pociągnąłby na dno nawet wieloryba."

Myślę, że autorka zaaprobowałaby mój ostatni zachwyt subtelnymi naszyjnikami marki Sotho. Zmieniam je zależnie od dnia, okazji, kaprysu czy pory roku (zimą np. króluje srebrna śnieżynka ). Nadziwić się nie mogę, jak takie drobiazgi potrafią poprawić nie tylko wygląd ale i humor...

Elementarz_stylu__Sotho_51

Elementarz_stylu__Sotho_71

Autorka zabiera nas również na spacer ulicami Mediolanu, Nowego Jorku, Paryża i Londynu, miast uznawanych za stolice mody. Bardzo ciekawie i szczegółowo opisując zasady i styl, którym kierują się ich mieszkanki, wyznaczając trendy i inspirując resztę świata. 

Elementarz_stylu__Sotho_61

Ostrzega przed zgubnym wpływem haczyków w postaci promocji i wyprzedaży, którym zmanipulowane ulegamy, a które do niczego sensownego nie prowadzą.

Dużo miejsca poświęca na udowodnienie, że dobry styl to nie tylko kwestia ubioru, ale również dobrych manier.

Elementarz_stylu__Sotho_81

Jedno z moich dzieci, z rozporządzenia ówczesnego ministra oświaty w szpitalu, zaraz po urodzeniu otrzymał bardzo ładną książeczkę z zabawnymi wierszykami. Żeby od kołyski kontakt z książką miało, a w zamyśle, w przyszłości chętniej po książki sięgało. Po lekturze ,,Elementarza Stylu" pomyślałam sobie jak dobrze by było, gdyby każda nastolatka, po ukończeniu szkoły podstawowej lub najpóźniej gimnazjum dostała tą książkę Jak wiele błędów potrafiły by młode kobiety popełniać, jak byłoby im łatwiej, jak gustowniej na ulicach polskich miast.

Do tej książki powinna jednak zajrzeć każda kobieta, bez względu na wiek czy wypracowany już styl. Nie wykluczone bowiem, że nawet ta, zaliczana do świetnie ubranych, nie wie np. o tym, że dobrze dobrane, cieliste szpilki mogą ją wyszczuplić o kilka kilo, albo czy kupując torebkę pamięta by zwrócić uwagę czy jej okucia są spójne z biżuterią, którą nosi.

Wydawało mi się, że nie mam problemów z pozbywanie się ubrań, których nie używam. Uwierzcie, nigdy jednak nie zrobiło mi się w szafie tyle miejsca co po lekturze tej książki. Dziękuję Kasiu!

Polecam tę książkę Waszej uwadze.

Elementarz_stylu__Sotho_101

,,Elementarz stylu" wydany nakładem Wydawnictwa Muza

 Złoty naszyjnik z gwiazdką wpisaną w kółko marki Sotho, znajdziecie tutaj.

 

Tort Raffaello

vanilia81

tort rafaello kokosowy migdałowy z malibu na komunie chrzest

Gdybym musiała...

Choć na szczęście całe nie muszę,

wybrać jeden tylko rodzaj słodyczy, który do końca życia jeść bym mogła,

byłoby to Raffaello.

Za kokosową lekkość,

kruchość wafelka, przy każdym naciśnięciu podniebienia na nowo odkrywaną,

za delikatność nadzienia, które opracowali chyba aniołowie

i ten niebiański (trzymając się boskiej terminologii) migdał- niespodziankę w środku...

Uwielbiam.

I pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz je skosztowałam, jako mała dziewczynka we Frankfurcie u Babci. 

Całe pudełko zjadłam z tego zachwytu.

I zaraz do sklepu po kolejne pobiegłam, żeby było. Żeby mi go czasem nie zabrakło. 

W tym torcie biszkopt likierem Malibu nasączyłam, do masy z bitej śmietany i mascarpone mleka kokosowego dodałam, a zamiast cukru białej czekolady trochę (usztywniła krem cudnie).

Krem nie jest mdły. Nic podobnego, w duecie z biszkoptem jest idealny. Podobnie jak w pralince, tak i tu migdały (dla wzmocnienia chrupkości i koloru podprażone) wieńczą całość. 

Tą subtelną słodyczą się otuliłam i jakoś łatwiej mi było z trzydziestoma pięcioma świeczkami  się pogodzić,

chociaż ich przecież nawet w tort nie wbiłam...

ps. Myślę, że pięknie sprawdziłby się jako tort komunijny lub podany z okazji Chrztu.

foremka: okrągła tortownica o średnicy 20 cm

na ok 10-12 kawałków

Biszkopt:

  • 5 dużych jajek 
  • ¾ szklanki maki pszennej tortowej
  • ¼ szklanki mąki ziemniaczanej
  • 150 g cukru (najlepiej drobnego)

Oddzielić żółtka od białek.

Białka ubijać ze szczyptą soli, pod koniec ubijania dosypywać stopniowo cukier.

Miksując na wolnych obrotach dodawać po kolei żółtka.

Do masy jajecznej przesiać oba rozdaje mąki i delikatnie, najlepiej za pomocą szpatułki wymieszać tak by dokładnie wmieszać mąkę. czynność tą wykonywać ostrożnie  tak by białka nie opadły.

Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia (zapinając arkusz w foremce, tak, że jego brzegi będą wychodziły na zewnątrz (nadmiar ten oderwać)

Boków nie smarujemy!

Piec w nagranym do 170º C piekarniku przez ok 30-35 min. (wbity w biszkopt patyczek powinien być suchy).

upieczony wyciągnąć upuścić ciast w formie z wysokości 60 cm na podłogę (najlepiej zabezpieczona ściereczka kuchenną. 

Nie jest to czynność niezbędna, gwarantuje natomiast (oprócz  zabawy i bycia superową mamą w oczach dzieci), że biszkopt nam nie opadnie.

krem:

  • 400 ml śmietany kremówki (schłodzonej!)
  • 250 g serka mascarpone
  • 250 ml mleka kokosowego (schłodzonego)*
  • 150 g białej czekolady

* mam na myśli jedynie gęstą śmietankę, która jest w puszce, jeśli jest w puszcze woda możemy ją wylać. Im bardziej tłuste mleczko, tym lepiej.  Ja użyłam z Lidla i jest bardzo geste

dodatkowo:

  • 100 ml likieru kokosowego Malibu (lub migdałowego Amaretto) do nasączenia biszkoptu
  • kilka łyżek wiórek kokosowych
  • 100 g płatków migdałowych
  • 10-12 pralinek Raffaello

Czekoladę rozpuścić ( w kąpieli wodnej lub mikrofalówce), odstawić.

Śmietanę ubić na sztywno, dodać mleko kokosowe, mascarpone dalej miksować. Na koniec stopniowo dodawać rozpuszczoną, przestudzoną czekoladę. 

Jeśli mleko kokosowe było mało schłodzone masa może być dość rzadka. Nie przejmujcie się tym, mleko kokosowe i czekolada po schłodzeniu usztywnią krem.

Migdały podpiec kilka minut ( do zarumienienia) na średnim ogniu na suchej patelni, potrząsając nią co chwilę by ich nie przypalić.

Biszkopt przeciąć na trzy równe części, każdą nasączyć likierem, poprzekładać kremem warstwy oraz boki tortu. 

Posypać płatkami migdałowymi.

Przed podaniem ozdobić Raffaello.

Smacznego!

tort_rafaello_41

tort_rafaello_1

tort_rafaello_2

 źródło przepisu na biszkopt: Moje Wypieki

 

© Ciasteczkolandia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci