Menu

Ciasteczkolandia

Kuvings czyli o owocach i warzywach słów parę (+ kody rabatowe)

vanilia81

14

Jak wszyscy rodzice, tak i my, ponosimy czasem jakieś wychowawcze porażki, ale mamy też na szczęście sukcesy i o jednym z tych sukcesów dziś będzie. Dzieci nasze mianowicie chętnie jedzą owoce i warzywa. Naprawdę nigdy nie było z tym żadnego problemu. Nigdy. Mają taki rytuał np., że wieczorem po kąpieli, zbiegają do kuchni, siadają przy stole, bo wiedzą, że tata przygotował dla nich owoce. Trzy miseczki pełne koloru i witamin czekają na nie, a one chętnie wcinają (także dlatego pewnie, że przedłuża im się w ten sposób pora pójścia spać...) Pani w szkole Mai widząc jej kanapkę, którą zrobił tata powiedziała podobno ,,taką kanapkę to ja rozumiem". On jej tam pakuje wszystko, sałatę, pomidora, paprykę, ogórka, czasem się zastanawiam jak ona to umie ugryźć.

Moja rola natomiast to konsekwentne (od kiedy tylko każde z nich zaczęło jeść pokarmy stałe) dbanie o to, by na ich talerzach gościły wszelkie dostępne warzywa łącznie z tak ,,lubianymi" przez większość dzieci szpinakiem czy brukselką. Nigdy nie pytam czy na kolacje chcą kanapkę z awokado, tylko czy wolą je w pasterkach, czy zrobić guacamole (gniotę je wtedy dodając czosnku, soku z limonki i kolendry; jeśli ją mam akurat). Oni decydują jak wolą i jedzą. Czasem któreś ma fazę na nie, wtedy nie zmuszam, ale za jakiś czas i tak  słyszę, ,,kocham czosnek/brokuły mamo, nałóż mi więcej" (z owocami nie ma problemu w ogóle, jedzą wszystkie możliwe).

Przede wszystkim jednak sami owoce i warzywa jemy (a ostatnio także pijemy) w dużych ilościach, bo żeby coś dzieciom wpoić, żeby coś za naturalne uznały, trzeba dać im przykład. Trudno o dorosłego człowieka, który lubi zielone warzywa, kiedy w jego domu rodzinnym tata kręcił na nie nosem, albo w ogóle się ich nie jadało.

Nam na szczęście po drodze z kolorami w kuchni...

2

1

O wyciskarce wolnoobrotowej i jej atutach pierwszy raz przeczytałam jakieś dwa lata temu. 

I w głowie mi się kołatało, że kiedyś na pewno, że koniecznie. Pamiętam też, że kiedy o programie 500+ usłyszałam (jak już puściłam się za głowę w obawie przed tym co ten projekt z budżetem Państwa naszego zrobi...), nie pomyślałam o zajęciach dodatkowych dla dzieci, ani o wakacjach wypasionych, założeniu funduszu czy obkupieniu ich w super ciuchy czy zabawki, tylko o tej wyciskarce właśnie. Bo ja nad zajęcia z karate i balety wszelakie przedkładam ich zdrowie. Nie ma dla mnie rzeczy ważniejszej. A fakt jest taki, że dostarczenie organizmowi odpowiednich dawek przeciwutleniaczy, enzymów, chlorofilu i fitohormonów (tak licznie obecnych w świeżych sokach) tworzy w organizmie środowisko zasadowe, a w takim nie rozwija się np. nowotwory.

Markę Kuvings wybrałam bo to mercedes wśród wyciskarek. Wielokrotnie nagradzana w Polsce (Odkrycie Roku 2014, Srebrny Laur  w 2015, Złoty Laur w 2016r) i na świecie marka dająca na swój sprzęt 10 letnia gwarancje. Posiadam model C9500 ( ale mam dwie koleżanki, które użytkują model ciut starszy- B6000 i są nim równie zachwycone) i dużo bym mogła o niej napisać.

Powinnam pochwalić jej wykonanie, moc silnika, to jak cichutko pracuje, jak świetnie radzi sobie z twardymi korzeniami marchwi czy buraków (chrupiąc przy tym sympatycznie), o tym że z liści jarmużu, pietruszki czy szpinaku klarowny sok wyciska. Koniecznie wspomnieć o tym  jak genialny w użytkowaniu jest duży otwór, przez który wkładamy całe owoce i warzywa (większe wystarczy przekroić na pół), dzięki któremu nie ma potrzeby ich krojenia na malutkie części, no i o soku, którego smaku nie można porównać z żadnym sokiem uzyskiwanym w inny sposób, ale niech najlepsza rekomendacja będzie to, że wyciskarka Kuvings jest u nas używana CODZIENNIE. Od czasu jej posiadania (3 miesiące ) kupiłam ani jednej butelki soku świeżego pasteryzowanego (bo soki z ,,zagęszczonego soku" w kartonach wyeliminowałam z listy zakupowej już rok temu).

 3

4

5

6

7

8

Korzystamy z wyciskarki o różnych porach dnia. Z Małgosia wyciskamy sok na drugie śniadanie, pijemy wtedy mętny sok z jabłek antonówek, gruszki łączymy z imbirem czy dynią. Sok z buraków i jabłka nam smakuje. Antek po powrocie ze szkoły już ma nawyk taki, biegnie myć ręce, a potem wspina się na blat i robi sok dla wszystkich na resztę dnia. Wyciskarka ma silnik, ma przyciski, wydaje dźwięk (ciuchy ale jednak), ma zatyczkę, po otwarciu której spektakularnie wypływa strumień soku (i to jest jest ten moment kiedy pada z ust jego ,,woooow" ) więc bardzo mu ten obowiązek domowy odpowiada.

Myślę, że to, że tak chętnie piją soki wynika nie tylko z wpojonej im sympatii do owoców i warzyw, ale także z tego, że przygotowują je sobie sami. Od nich zależy z czego go przygotują, mają świadomość, że to sok z jabłka czy gruszki, którą przed chwilą sami sobie wybrali i trzymali w rączce. Zawsze bardzo ich chwalę za to, że potrafili go zrobić, podziwiam za pomysłowość w doborze smaków, udaje zdziwioną, że potrafią wypić go aż tyle, uatrakcyjniam im to picie kolorowymi rurkami.

Antek najchętniej pije sok z  samego jabłka, czasem dodaje sobie pomarańcze, albo korzystając z przystawki do koktajli robi ananasowo-bananowe smoothie. Generalnie kolor żółty u niego rządzi. Maja do jabłka z marchwią chętnie dodaje seler naciowy, cytrusy. Małgosi, która mam wrażenie żyje żeby jeść, jest to póki co obojętne, chętnie pije każdy sok i tak słodko mówi ,,zlobimy siok z kuvingsa", że nawet przez chwilę miałam ochotę ją nagrać, żeby Wam pokazać ;).

Kiedy chcę by wypili trochę soku z zielonych warzyw (bo ten kolor mając wybór wybierają najrzadziej), wymyślam sok Shreka, grzeczności, superbohatera i ku mej radości szczególnie młodsza część ekipy się na tą wędkę łapie.

9
10

11

12

13

15

5 ciekawostek dotyczących wyciskarek wolnoobrotowych:

1. W powolnym procesie zgniata wyciskarka miażdży i wytłaczają owoce i warzywa, nie ściera ich (jak ma o miejsce w przypadku sokowirówki), nie powodując tarcia, które wytwarza temperaturę 42ºC, w której ginie witamina C.

2. Sok przyswaja się w 65% i trawi 10-15 min, owoc zjedzony w całości przyswaja się jedynie w 17% i trawi ponad 3 godziny.

3. Wyciskarka jest ponad dwukrotnie bardziej efektywna od sokowirówki (otrzymujemy dwukrotnie więcej soku), a pulpa z sucha jak wiór.

4. Sok z sokowirówki nie napowietrza się dzięki czemu nie rozwarstwia się, jest bardziej pożywny i enzymatyczny.

5. Jest zadziwiająco cicha i pobiera niewiele energii.

Wyciskarka wolnoobrotowa nie jest tania, ale jest to produkt najwyższej jakości, który posłuży nam kilkanaście lat. Gdyby producenci mieli co do tego wątpliwości nie udzielaliby na nią 10 lat gwarancji.

Nawet stara sokowirówka polskiej marki, którą zanim trafił do nas Kuvings pożyczyłam na wieczne nieoddanie od rodziców, służyła dzielnie 15 lat,  więc jestem przekonana, że dekada to dla Kuvings'a to tylko etap jego żywotności.

Na stronie marki znalazłam ciekawe wyliczenie

,,Warto wziąć pod uwagę nie tylko cenę sprzętu, ale i jego wydajność. Otóż okazuje się, że w przypadku osób, które zamierzają pić dwie duże szklanki soku dziennie – Kuvings zwraca się już po roku!

Przykładowo w wyciskarce z 1kg pomarańczy można uzyskać do 3 szklanek soku.

Korzystając z sokowirówki już tylko 1,5 szklanki (i dużo sprzętu do mycia)

W przypadku soków “jednodniowych” ze sklepu cena 1 kg pomarańczy = 1 sok 250 ml

A o restauracjach lepiej nie myśleć, bo tam za szklankę soku trzeba zapłacić od 7 do 12 zł!

Wystarczy więc, że Kuvings zaoszczędzi dla Państwa dziennie 5 zł aby zakup bronił się również w wymiarze ekonomicznym.

I jeszcze tak od siebie dwa zdania dołożę, bo mnie to dziwić nie przestaje. Zauważyłam, że osoby, które najbardziej oczami przewracają słysząc o cenie wyciskarki to nałogowi palacze. Zawsze wtedy pytam ile wydają miesięcznie na papierosy i następuje niezręczna cisza...No więc napisać to muszę, by pewne rzeczy uzmysłowić. Kochani, ktoś kto pali paczkę papierosów dziennie po roku czasu mógłby kupić dwie sztuki najnowszych, najdroższych  modeli Kuvingsa z sitkami dodatkowymi wszelkimi i jeszcze by mu zostało na sporo owoców...

A, że Mikołaj i Święta tuż tuż, to jeszcze taki bonus dla tych, którzy zakup wyciskarki planują/rozważają...

Od dziś do 31 grudnia 2016r , przy zakupie dowolnej wyciskarki w sklepie www.lepszesoki.pl  korzystając z podanych poniżej haseł otrzymacie gratisy lub rabat.

Wystarczy po wrzuceniu produktu do koszyka wpisać:

hasło: ciasteczkolandia1 doda Wam się wówczas do zakupów gratis zestaw o wartości 300 zł w skład którego wchodzą dwa rodzaje sitek sitek (do koktajli i sorbetów) oraz dwie książki z przepisami na soki i koktajle (zestaw można zobaczyć tutaj (klik)

hasło: ciasteczkolandia2 odejmie od kwoty zakupu rabat niespodziankę :)

Sito do koktajli daje pyszne, gęste smoothie, jeszcze bogatsze w składniki odżywcze ( sitko to nie oddaje suchego odpadu, odprowadzanego tradycyjnie przy użyciu standardowego sita do  wyciskaniu soków, wszystko ląduje w szklance)

Końcówka do sorbetów z kolei pozwala na zmiażdżenie zmrożonych owoców na jednolitą masę, która po dodaniu jogurtu lub kefiru zamieni się w najlepsze domowe lody bez sztucznych dodatków i słodzików.

Dodatkowe sitka i ich przeznaczenie najlepiej zobrazuje poniższy filmik (na zębatym kółeczku jakoś HD ustawcie proszę)

 

 

Życzę Wam Kochani samych pysznych sukcesów na tej owocowo-warzywnej drodze po zdrowie.

I żebyście pod choinką pudło z napisem Kuvings, bo to najmądrzejszy prezent jaki rodzina może sobie sprawić.

w poprzednim poście (klik) możecie przeczytać  jak poprzez zabawę tematem warzyw i owoców dzieci fajnie można zainteresować.

 

Post powstał przy współpracy z marką Kuvings

Na zdjęciach także:

Szklane buteleczki: Mia home passion (klik)

Papierowe rurki : Partymika (klik)

Zazdroski w oknie, bieżniki na stole : Dekodom  (klik)

Dębowa deska do krojenia: Wild Wooden Story: klik 

Kosz wiklinowy na zakupy: Home and you (klik)

Szara puszka na gruszki: Artisanhome & garden (klik)

 

 

 

Owoce & warzywa ( w co się bawimy, co czytamy)

vanilia81

 

O tym jak ważne są warzywa i owoce w diecie wie nawet moja niespełna trzy letnia Małgosia i szerzej o tym temacie przeczytacie w następnym poście, dziś pokazać tylko chciałam pomysły na to, jak poprzez zabawę zainteresować owocowo-warzywnym tematem dzieci. Zarówno książka, gra i zabawka, które tu przedstawie, to te najbardziej (z zabawek o tej tematyce) przez moje dzieci lubiane, więc rekomendujemy gorąco jako coś co warto z Mikołajem świętym przedyskutować ;)

 

Agnieszka Sowińska, autorka książki ,,Przekroje: owoce i warzywa" wydawnictwa Moja Księgarnia wpadła na pomysł, by składniki obecne w warzywach i owocach przedstawić obrazkowo w formie ludzików, nadać im charakterystyczne cechy zewnętrzne i przedstawić w sposób w jaki scharakteryzować można by ludzi.

Dzieci przeglądając ,,domki" wewnątrz owocu czy warzywa, dowiadują się co kryje się w jego środku, kto go zamieszkuję i co w nim robi. Początkowo opis na początku książki traktowali jak ściągę, po jakimś czasie, już bez tego potrafili rozpoznać pektynę , błonnik, witaminy i całą resztę.

Po takiej lekturze wiedza, że w ziemniakach dużo jest leniwej skrobi, a w marchewce pełno beta karotenu, który dba o ich cerę i oczy.

Nawet członkowie rodziny zostali przypasowani do witamin, podsłuchałam rozmowę z kanapy- ,,Mamusia to mi przypomina witaminę C, też jest ładna i tak się do nas nachyla jak coś do niej coś mówimy, a tata to na pewno witamina A, taka złota rączka no nie Antek?"

Książka tutaj (klik)

 

 

Układanka edukacyjna English words fruit &vegetables to prosta gra polegająca na dopasowaniu puzzli owoców i warzyw do ich angielskich nazw. Każdy element z napisem pasuje tylko do swojego obrazkowego odpowiednika, więc nie trzeba nazw tych od razu znać, można  metodą prób i błędów dopiero poznać. By gra się nie znudziła wymyślam im też inne warianty zabawy tą układanką. Antosia i Małgosię proszę np., by oddzielili owoce od warzyw, poukładali obok siebie wszystkie wyrazy na podaną przeze mnie literkę, pogrupowali kolorami, albo żeby wybrali trzy które najbardziej lubi dany członek naszej rodziny. Cena tej gry śmiesznie niska w porównaniu do zabawy i wiedzy jaką dostarcza.

Gra tutaj (klik)

owoce_i_warzywa_131

owoce_i_warzywa_10

Uwielbiam drewniane zabawki imitujące jedzenie, najchętniej obdarowywałabym nimi Gosię na wszystkie okazje,  w tym zestawie warzyw i owoców marki Plan Toys spodobała mi dołączona do nich taca i to, że dziecko może je kroić. Środki połączone są ze sobą rzepem z którym dołączony, drewniany nożyk świetnie sobie radzi. Radość dziecka, że kroi marchewkę tak jak mama -bezcenna. Bardzo solidnie, estetycznie wykonane, w ładnym pudełku (co ważne, jeśli myślimy o prezencie), bezpieczne. Zabawka na lata.

Znajdziecie tutaj (klik)

Udanej owocowo- warzywnej zabawy Kochani!

GoldieBlox recenzja

vanilia81

 goldieblox_11

Przyznam się na wstępie, że jestem beznadziejna w kwestiach technicznych. Przerażają mnie wszelkie instrukcje, nawet te w jajku niespodziance. Nie lubię, nie czuję bluesa i już. Nie tą półkule mózgową mam widocznie rozwiniętą.

Kiedy zostałyśmy z Mają zaproszone przez sklep Moncziczi do zrecenzowania zabawki GoldieBlox którą widzicie, o której zaraz opowiem (i na którą na końcu postu podam kod rabatowy), nie zastanawiałam się jednak długo. Zawsze dobrze sprawdzić na ile moja córka będzie musiała szukać męża inżyniera (jak mama) czy może jednak okaże się, że sama świetnie sobie z całym tym światem instrukcji i śrubek radzi. Uznałam też, że to dobra okazja, by poznać tak często nagradzaną w Polsce i na świecie zabawkę bliżej i w razie uznania napisać do Mikołaja w sprawie poszerzenia kolekcji…

Projektantka zabawek GoldieBlox  jest Debbie Sterling, która ukończyła inżynierię i zarządzanie na Uniwersytet w Stanford i zauważyła, że na kierunki  takie jak inżynieria, matematyka czy fizyka uczęszcza zdecydowanie mniej dziewcząt niż chłopców. Przyjrzała się tematowi bliżej i doszła do wniosku, ze dziewczynki tracą zainteresowanie naukami ścisłymi w wieku ośmiu lat. Postanowiła to zmienić, tworząc zabawkę, która zachęci dziewczynki do majsterkowania, rozbudzi ich kreatywność, a przede wszystkim da im szansę do postawienia kroku w tym kierunku. Przez dwa lata studiowała proces rozwoju dziecka, zgłębiła tajniki marketingu płci. Biorąc pod uwagę, że dziewczynki mają duże zdolności w czytania i pisaniu cały koncept postanowiła oprzeć na tych właśnie umiejętnościach.

Misją marki jest udowodnienie dziewczynką, że w przyszłości mogą zostać kim tylko chcą, a założeniem przełamanie stereotypu, że lalki służą tylko do przebierania w różowe sukienki, udowodnienie, że dziewczynki mogą majsterkować lepiej niż chłopcy.

Seria zawiera całe mnóstwo zestawów, akcesoriów, a nawet aplikacji. Znajdziemy tu klasyczne zestawy konstruktorskie (urządzenie do animacji, maszynę do robienia najszybszych obrotów, domek dla lalek zakręcony jak młynek), a także takie z lalkami właśnie (kolejka tyrolska, zestaw do skoku na spadochronie, który widzicie poniżej)

Wszystkie elementy zestawów są ze sobą kompatybilne i wykonane z bardzo wysokiej jakości plastiku, lalki mają ruchome kończyny i stawy. Z całą pewnością to zabawka na długie lata.

Tyle tytułem wstępu, a jak to wygląda u nas.

goldieblox_2

goldieblox_3

goldieblox_4

goldieblox_5

goldieblox_6

goldieblox_7

goldieblox_8

goldieblox_91

goldieblox_10

goldieblox_111

goldieblox_12

goldieblox_13

Maja nie wykazuje specjalnie zainteresowania klockami, majsterkowaniem, jej świat to pluszaki, kredki, książki, czasem lalki.

Nie mniej na widok lalki Ruby (która była nagrodą za piątki i szóstki z matematyki) bardzo się rozpromieniła. Z euforią przystąpiła do studiowania ulotki, budowania dla swojej lalki zestawu ze spadochronem. Szło jej bardzo dobrze, w jednym momencie (plecak) musiałyśmy szukać pomocy u taty, który pomógł jej na jednym z etapów.

Lalką bawi się  fajnie, Ruby sfruwa ze schodów, choć chyba częściej zdejmuje spadochron i przyjaźni się z długonogimi blond koleżankami w różowym kamperze... ;)

Sam zamysł zabawki podoba mi się, podejrzewam, że gdyby dać Mai jeszcze podstawowy zestaw konstruktorski, gdzie miałaby więcej części tj. osie, kółka, śrubki, możliwość kreatywnego tworzenia wielu różnych konstrukcji (nie tylko według pomysłów firmy) miałaby jeszcze lepszą zabawę. Pewnie napisze ten list do Mikołaja…

Z całą pewnością GoldieBlox spodoba się dziewczynką, które są fankami klocków (np. Lego friends), wykazują zdolności manualne, konstruktorskie, są cierpliwe (choć z drugiej strony ta zabawka świetnie cierpliwość u dzieci buduje, wzbudzając zainteresowanie, zmuszając do logicznego myślenia)

Naszym jako rodziców zadaniem jest pokazywanie dzieciom różnych zabawek. Moja młodsza córka Małgosia z wielka pasją bawiła się dziś np. resorakami brata. Bądźmy otwarci i pamiętamy, ze najważniejsze to pomóc naszym dzieciom by  miały w przyszłości możliwość robić to co kochają.

Zestawy GoldieBlox tutaj klik

Na zdjęciach również:

Biurko: Pinio klik

Lampka Lamps& Co klik , ramka klik

krzesło: Tripp Trapp Stokke (strom grey) : klik

Lightbox: klik

Regał na książki: Woodszczęścia: klik

 

O liściach...(książki, ciasteczka i takie tam..)

vanilia81

licie_5

Jesień rozgościła się na dobre i mimo całej mojej sympatii do niej stwierdzić muszę, że żal mi dzieci, bo latem całymi dniami na dworze biegają, tyle do zobaczenia, odkrycia, zbudowania, poznania mają, a jesienią mocno to ich życie na łonie natury ograniczone jest.

Staram się więc jakoś im te deszczowe popołudnia organizować, tak by domu z nadmiaru energii w pył nie rozniosły, no i nauczyły się czegoś.

W szkole Mai temat liści na tapecie cały październik były. Uczyła się o drzewach, liściach, lesie. Wieczoru jednego przypomniało jej się, że na następny dzień ma zrobić zielnik. Jakaś siódmy zmysł matki, bo nie wiem jak to tłumaczyć sprawił, że na spacerach zbieraliśmy liście i suszyłam je pomiędzy kartkami grubej Kuchni Włoskiej. Robert na tyłach ogrodu zły na nią okropnie (że taka roztrzepana ,,po mamie") zbierał jej jeszcze co ciekawsze gatunki, przy kominku w trybie last minute suszył, żeby ich więcej wkleić mogła. W tym miejscu dodam (by podkreślić, że po matce oprócz roztargnienia również szczęście w życiu dziecko ma), iż okazało się, że ten zielnik to dla chętnych był, dwie osoby zrobiły tylko i szóstkę młoda zgarnęła.

I jakoś tak w związku z powyższym te liście u nas na topie ostatnio...

Polecić Wam dziś chciałam trzy książki dla dzieci o drzewach i liściach właśnie.

licie_17

Pierwsza z nich wydawnictwa Zakamarki jest z nami od roku, ale nieustannie zachwyca, ślicznymi rysunkami, ciekawostkami o drzewach. Znajdziemy w niej także gatunki drzew nie występujące w Polsce. Z tej samej serii ukazał się również ,,Inwentarz zwierząt", równie fajny. I nie wiem jak to wytłumaczyć, ale każda nowy gość w pokoju Antosia bierze ją do ręki i ogląda.

,,Inwentarz drzew" tutaj (klik)

Klocki Wooden story tutaj (klik)

Kura La Millou tu (klik)

"Drzewo" autorstwa Katarzyna Bajerowicz to nowość wydawnictwa Nasza Księgarnia. Książka o niezwykłej formie, inna niż wszystkie. Można ją oglądać w tradycyjny sposób, strona po stronie, a po wyrwaniu jej grubych, solidnych kartek ułożyć z nich układankę XXL. Obrazek do ułożenia przedstawia duży dąb, a wokół niego całe mnóstwo towarzyszących mu roślin, zwierząt, owadów. Na odwrocie każdej karty znajdziemy  informacje, ciekawostki i zadania przyrodnicze.

Książka zainteresowała całą moją trójkę w wieku 3-8 lat. Oprócz klasycznej wiedzy dostarcza dzieciom sporo zabawy przy układaniu obrazkowej układanki (mój 5-letni Antoś sprawnie poradził sobie z jej ułożeniem poradził). Ładnie wydana i dopracowana ( po wyrwaniu, dzięki specjalnej gumce na okładce z książki tworzy się rodzaj teczki i karty nie wypadają).

Można ją zamówić tutaj klik

Książka tutaj: (klik)

Podkolanówki Małgosi tutaj: (klik)

Kolejna książką, której autorka zadbała o to by zaciekawić małego czytelnika jest wydana przez wydawnictwo Tatarak książka ,,Co kryje las". Na pierwszy rzut oka mało atrakcyjne dla dziecka. Niebiesko-żółto- czerwone, skromne ilustracje, stają się prawdziwie magiczne dopiero gdy zaczniemy oglądać ją z pomocą dołączonych do nie trzech lup. Na obrazkach naszym oczom ukazują się wówczas rośliny i zwierzęta, tworząc barwną opowieść o życiu lasu i jego mieszkańcach. Książka tłumaczy zjawiska przyrodnicze takie jak deszcz czy susza, rozbudza dziecięcą wyobraźnię. Zaskakująca i ciekawa. Mąż mój oglądał i czytał ją z zachwytem od deski do deski i orzekł, że ktoś ( Aina Bestard) miał genialny pomysł. Potwierdzam i polecam.

 

 co_kryje_las_2

 co_kryje_las_3

co_kryje_las_4

co_kryje_las_5

co_kryje_las_6

Książkę znajdziecie tutaj (klik )

A kiedy nie czytamy pieczemy ciasteczka w kształcie liści...

licie_9

licie_10

licie_16

licie_11

ciasteczka_listki_z_syropem_klonowym_21

Przepis na ciasteczka listki z syropem klonowym znajdzie tutaj (klik) (polecam naprawdę pyszne!) .

Foremki Home & you (klik) i Ale dobre (klik)

Puszka na ciastka Artisanhome & Garden (klik)

Kiedy zaglądam do pokoju Antosia na jego pościel i plakat nad łóżkiem, wszystko  autorstwa zdolnej, sympatycznej i ślicznej (kolejność tych cech jest przypadkowa) Małgosi z Las i Niebo, to sobie myślę, że nie ma siły, żeby on sobie nazwy tych liści nie przyswoił. Wróże mu nawet karierę w naszym nadleśnictwie... ;)

licie_18

licie_8

Pościel, narzutę, poduszkę i plakaty z kolekcji Liście znajdziecie tutaj (klik), (zobaczcie też koniecznie kolekcję kwiaty polne- klik, cudo!)

Lampka ,,a" Little lights (klik)

Dywanik Cottonove love (klik)

Kochani miłych, kreatywnych jesiennych popołudni z dziećmi Wam życzę...

 

Ciasteczka listki (z syropem klonowym)

vanilia81

 ciasteczka_listki_z_syropem_klonowym_1

Nie wiem czy to ten trawnik za domek usłany liśćmi dębu, czy nadwyżka syropu klonowego w lodówce sprawiła, że na pomysł upieczenia takich ciasteczek wpadłam.

Posmak syropu klonowego, pełnoziarnista mąka i brązowy cukier sprawiają, ze idealnie wpisały się w jesienny klimat. Takie wiecie, kruche ciastka do herbarki po obiedzie.

I jeszcze cytat z Antosia mojego ,,Tato upiekliśmy dziś z mamą ciasteczka o kształcie liści dębu i Kanady".

Takie pieczenie to dla dzieci świetna nauka botaniki ( i geografii jak się okazuje ;) ale o tym więcej w kolejnym poście...

Składniki:

szklanka o pojemności 250 ml.

  • 2 szklanki mąki pszennej zwykłej
  • 1 szklanka pełnoziarnistej mąki pszennej
  • 2 szczypty soli
  • 200 g miękkiego masła
  • ¾ szklanki drobnego cukru (u mnie pół na pół biały i brązowy)
  • pół szklanki syropu klonowego
  • 1 żółtko
  • ½ łyżeczki ekstraktu waniliowego

Mąkę zwykłą przesiać do pełnoziarnistej, dodać sól, wymieszać.

Utrzeć masło z cukrem na puszysta masę. Dolać syrop klonowy, żółtko, wanilie i miksować jeszcze chwilę.

Wsypać mąki z solą i wyrobić mikserem, by składniki się połączyły.

Podzielić ciasto na dwie części, owinąć folią spożywczą i odstawić na ok. 30 min. do lodówki.

Duże blachy wyłożyć papierem do pieczenia.

Wyjąć pierwszą część ciasta, rozwałkować na podsypanej mąką stolnicy na grubość ok. 5-6 mm i wycinać foremkami w kształcie liści ciasteczka.

Przekładać na blachę.

Piec w rozgrzanym do 180ºC (termoobieg) piekarniku przez ok. 12 min. do momentu, aż się zarumienią.

upieczone przełożyć na metalową kratkę do ostudzenia.

Przechowywać w metalowej puszce do tygodnia.

Smacznego!

foremki: Home and you klik i Ale dobre klik

szara puszka na ciastka: Artisanhome& garden klik

drewniana, dębowa deska: Wild wood stories klik

ciasteczka_listki_z_syropem_klonowym_3

ciasteczka_listki_z_syropem_klonowym_2

Tort Justyś (czekoladowy z kajmakiem i prażonym słonecznikiem)

vanilia81

tort justyś julii rozumek z prażonym słonecznikiem i masa kajmakową z kajmakiem czekoladą

Nie mogłam go nazwać inaczej, bo choć od kilku dobry lat znam jego ,,blond" wersję (jasny biszkopt i śmietana), to tą  poznałam dzięki Julii Rozumek, która podała kiedyś na blogu (klik) przepis na tort przepisu swojej siostry Justyny. Julia nie wie czy jest jakaś inna, właściwa nazwa tego tortu.

Ja nawet wiedzieć nie chcę, dla mnie to ,,tort Justyś" i tyle ;) Najwięcej uroku mają przecież przepisy w starych, poplamionych brulionach lub na skrawkach papieru, których nazwy poprzedzone są imionami osób, od których je mamy i z którymi nam się kojarzą...

Na trzydzieste siódme urodziny męża mego przygotowany, bo jak solenizant o tort zapytany powiedział ,,jak będzie miał dużo czekolady to będzie super".

Był super. Obłędnie pyszny. Kaloryczny i choć zdawać by się mogło bardzo słodki, to wcale tak nie jest.. Nie jest też mdły. Puszkę masy kajmakowej równoważy w nim kakao i gorzka czekolada.

Chrupiące, podprażone ziarno słonecznika, zatopione w satynowej masie kajmakowej, a  wszystko to na kakaowym biszkopcie, otulone czekoladową (nie słodką) bitą śmietaną. I jeszcze te pokruszone bezy na wierzchu...Coś cudownego. Koniecznie musicie spróbować. Koniecznie!

Biszkopt:

Tortownica o średnicy 24 cm (moja miała 22 cm i trochę ciasta miałam za dużo)

temperatura pieczenia: 175ºC

(szklanka o pojemności 250 ml)

  • 7 jaj
  • ¾ szklanki cukru
  • ½ szklanki mąki tortowej
  • ½ kakao
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Jajka  ubić  z cukrem na puszystą masę.

Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i kakao i przesiać do masy.

Delikatnie, ale dokładnie wymieszać, najlepiej szpatułką (tak by nie było widać suchej mąki)

Spód tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia.

Przelać ciasto do formy.

Piec ok 40 min. w piekarniku nagrzanym do 175ºC (grzałka góra-dół)

Odstawić do wystygnięcia.

Masa kajmakowa ze słonecznikiem:

  • puszka masy kajmakowej
  • 150 g łuskanego słonecznika
  • 300 g masła
  • łyżka cukru

100 g masła rozpuścić w rondelki, dodać słonecznik i łyżkę cukru, wymieszać.

Blachę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć zawartość rondelka i włożyć do rozgrzanego do 175ºC piekarnika na ok 10-15 min., uważając by nie spalić słonecznika, a jedynie go przyrumienić.

Wyjąć, odstawić do ostudzenia.

Masę kajmakową przełożyć z puszki do misy miksera, dodać masło i zmiksować, dodać przestudzony słonecznik, całość zmiksować na małych obrotach.

Krem śmietanowo-czekoladowa

  • 500 ml śmietany kremówki
  • łyżka cukru
  • tabliczka gorzkiej czekolady (najlepiej 70%)

Do ozdoby

  • 50 - 100 g startej, gorzkiej czekolady
  • kilka garści małych bez

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, odstawić.

Śmietanę  ubić na sztywno, dodając cukier i odrobinę soku z cytryny.

Pod koniec ubijania dodać roztopioną czekoladę, krótko zmiksować.

Biszkopt przekroić na  trzy równe blaty.

Do nasączenia biszkoptu- herbata z cytryną i wódką.

Jeśli będą go jadły dzieci można darować sobie ponczowanie ciasta lub pominąć wódkę. Będzie pyszne i bez tego.

Na pierwszy blat przełożyć masę kajmakowo - słonecznikową (jeśli będzie bardzo płynna, można ją odstawić na kwadrans czy dwa do lodówki).

Przykryć drugim blatem, na który nałożyć część kremu ze śmietany i czekolady.

Nałożyć trzeci blat, pokryć go i boki tortu resztą kremu.

Posypać startą czekoladą i pokruszonymi bezami (tą czynność sugeruję wykonać w dniu podania tortu).

Patera na tort (z cudnymi reniferami, które widać gdy jest jeszcze lub już pusta...) : Mia home passion:  tutaj

 

Waniliowa babka biszkoptowa z lukrem cytrynowym

vanilia81

 biszkoptowa_babka_waniliowa_z_lukrem_cytrynowym_1

Każdego dnia. Od poniedziałku do piątku o 14 wypatruję autobusu szkolnego, który podjeżdża pod nasz dom ( jak w amerykańskim filmie jakimś). Patrzę dzieciaki z niego wyskakują. Najczęściej roześmiane, czasem naburmuszone. Zawsze pełne energii. Jak pioruny do domu wpadają, plecaki i buty gdzie bądź zrzucają, bluzy zawsze na schodach lądują jakby wieszaczków z numerkami 1,2,3 nie miały i jeden przez drugiego opowiadają... Co zrobił ten, a co tamta. Co powiedziała pani, co narysowali, czego zapomnieli, czego się nauczyli, kto ich zdenerwował, kto poskarżył, kto przytulił, kto za co czarna kropkę dostał, kto najlepiej sprawdzian napisał, co na angielskim umiał, z czego zadanie mają i kiedy do kina idą.

I wspinają się na ten blat, mimo ostrzeż moich i pytają, czy po kawałku ciasta przed zupą zjeść mogą, bo zjedzą przecież całą, zgodnie obiecują...

I tak sobie myślę, jakim szczęściem jest móc tak ich w tym oknie wypatrywać. I czekać tak na nich. Ciasto im piec. I z blatu ściągać. I bezskutecznie powtarzać, żeby tych paluchów do lukru nie wkładali...

Babka biszkoptowa, jak piórko lekka, o cytrynowej nucie. Świeżość kilka dni zachowuję, choć nie będzie Wam dane się o tym przekonać, bo znika błyskawicznie. Dobrego weekendu Kochani...

Składniki:

  • 5 dużych jajek
  • 1 szklanka (trochę mniej jeśli planujemy ją lukrować)
  • ½ szklanki oleju (rzepakowy, słonecznikowy)
  • 1 szklanka mąki pszennej (tortowa lub zwykła)
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka ekstraktu waniliowego

lukier:

  • ok. ¾ szklanki cukru pudru
  • sok z połowy cytryny

Jajka ubić z cukrem, przez ok 10 min. na białą, puszystą masę.

Powoli dolewać, ciągle miksując olej.

Dodać ekstrakt waniliowy.

Proszek do pieczenia wymieszać z mąką i przesiać do masy.

Delikatnie, za pomocą szpatułki dokładnie wymieszać całość.

Formę do babki (lub okrągłą z kominem) dobrze wysmarować masłem, oprószyć mąką.

Do tak przygotowanej formy przelać ciasto.

Piec w temp. 175ºC przez ok 45 min.

Wyciągnąć z formy po przestudzeniu.

Lukier: zmiksować cukier puder z sokiem z cytryny, dodadając jednego lub drugiego składnika, tak by utrzymać gęstą, ale lejącą się polewę. Można ozdobić posypką.

Babka długo zachowuje świeżość (ale też szybko znika...)

Smacznego!

patera, talerzyki i kubki : Pretty Home

biszkoptowa_babka_waniliowa_z_lukrem_cytrynowym_4  biszkoptowa_babka_waniliowa_z_lukrem_cytrynowym_21

biszkoptowa_babka_waniliowa_z_lukrem_cytrynowym_3

 

Owsiane kruche ciasteczka z ,,Anatomii farmy"

vanilia81

Anatomia_farmy_1

Obiecany przepis na kruche ciasteczka owsiane z książki ,,Anatomia farmy", o której pisałam tutaj (klik)

Jeśli nie przygotowuję ich piknik szkolny, najazd znajomych z dużą ilością dzieci, to piekę je z połowy ilości i takie proporcje podaje poniżej. Wychodzi spokojnie ok. 30 ciasteczek.

Często nakładam je na blachę gałkownicą do lodów, a następnie spłaszczam dłonią. Gwarantuje nam to równe ciastka, ale dość słusznej wielkości...Jeśli wolicie takie na 2-3 kęsy, formujcie kulki wielkości orzechów włoskich (i spłaszczajcie), albo nakładajcie łyżka.

Klasyczny przepis zawiera więcej cukru, białą mąkę i sugeruje, by wymieszać wszystkie składniki na raz.

Dodatkami są dowolne orzechy i czekolada, ja tym razem zamiast orzechów użyłam pestek dyni i słonecznika.

No dobra...

Tak - jestem roztargniona...

Tak - zaczęłam piec ciasteczka z orzechami i okazało się, że nie mam w domu ani pół orzecha... ;)

Składniki:

  • 250 g masła
  • 2 jajka
  • 1 i ½ szklanki brązowego cukru
  • 1 i ½ szklanki mąki pełnoziarnistej
  • 3 szklanki płatków owsianych zwykłych, górskich
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • ½ łyżeczki soli
  • ½ (albo więcej) szklanki orzechów (lub ziarenek dyni, słonecznika)
  • ½ szklanki groszków czekoladowych (albo gorzkiej czekolady pokrojonej w drobną kosteczkę)

Masło zmiksować z cukrem, dodać jajka i ekstrakt waniliowy, dalej miksując.

Mąkę wymieszać z sodą i solą i dodać do masy.

Dosypać płatki owsiane, orzechy i czekoladę, całość dokładnie wymieszać.

Dwie blachy wyłożyć papierem do pieczenia.

Nakładać porcjami ciasto na blachy, pamiętając o zachowaniu odstępach.

Piec w piekarniku nagrzanym do 175ºC przez ok. 10-15 min. w zależności od wielkości ciastek lub do momentu, gdy brzegi ciastek zaczną przybierać kolor brązowy.

Upieczone przełożyć na metalową kratkę.

Uwaga: Jeśli przygotowujemy ciasto z podwójne porcji, z połowy surowego ciasta można uformować rulon, owinąć w folię spożywczą i przechowywać kilka dni w lodówce, a kiedy zechcemy pokroić w plasterki i upiec.

Anatomia_farmy_15

 

,,Anatomia farmy"

vanilia81

Anatomia farmy Julia Rothman książka o wsi dla dzieci

Oj zła jestem na siebie bardzo, bo o tej książce chciałam Wam opowiedzieć już dawno. To pierwsza książka, jaka kupiłam dzieciom, kiedy dwa lata temu przeprowadziliśmy się na wieś i jedna z naszych ulubionych.

Nie wyobrażałam sobie jednak pisać o niej, nie przeplatając w tą opowieść zdjęć kilku z życia moich dzieci na wsi i teraz mając wpis gotowy, chcąc podlinkować ją okazało się, że ani w mojej ulubionej księgarni (nieprzeczytane.pl), ani w żadnej innej nie jest dostępna. Nakład się wyczerpał i tyle. Liczę bardzo, ze ukaże się kolejny, bo książka jest w mojej ocenie genialna (nie bardzo też wiem, co będę mogła sprezentować zaprzyjaźnionym z nami dzieciom...)

Jeśli uda się Wam ją jakimś cudem  zdobyć to z serca całego polecam, a żeby zdjęć nie marnować, wrzucam tu wraz z kilkoma naszymi wiejskimi kadrami.

Na pocieszenie podaje przepis na kruche owsiane ciasteczka z tej książki (klik)


Anatomia_farmy_5

Anatomia_farmy_6

Anatomia_farmy_7

Anatomia_farmy_9

Anatomia_farmy_8

Anatomia_farmy_10

Anatomia_farmy_11

Anatomia_farmy_12

Anatomia_farmy_13

Anatomia_farmy_14

,,Anatomia farmy" powinna być lekturą obowiązkową zarówno dla dzieci które na wsi mieszkają, mniej lub bardziej czynnie na co dzień w tym prawdziwym wiejskim życiu uczestniczą, żniwa obserwują, jajka z kurnika przynoszą, jak i dla małym mieszczuchów, których widok krowy przyprawia o zdziwienie. Każde dziecko bowiem odkryje w tym ilustrowanym przewodniu coś nowego, coś o czym do tej pory nie wiedziało.

Książka to skarbnica wiedzy dotycząca wszystkiego co moglibyśmy włożyć do pudełeczka z napisem wieś. Informacje przekazane za pomocą słowa i fantastycznych obrazki autorki Julii Rothman z pewnością przypadną do gusty nie tylko najmłodszym.

Przeczytamy i pooglądamy np. jak zbudowany jest ul, jakie występują rasy królików, kur. Nauczymy się o zioła, zbożach, poznamy budowę wielu urządzeń.

Poznamy przepis na masło ziołowe, ciasto marchewkowe czy ciasteczka z orzechami i czekoladą...

Bardzo. Bardzo polecam...

Lodowy torcik tiramisu na 10 Rocznicę Ślubu i nie tylko...

vanilia81

lodowy_torcik_tiramisu_1

I żeby ta nasza codzienna, wspólna kawa zawsze była. Żebyśmy tak na nią czekali...Bez względu na to, że czasem zimna, czasem przez dzieci rozlana, a czasem w pośpiechu na schodach przed domem pita. Byle była. byle to trwało wiecznie...Kocham Cię mężu mocno...

Miesiąc temu napisałam te słowa na instagramie ( zapraszam Was tam serdecznie), bo obchodziliśmy z Robertem 10 rocznicę ślubu. Miesiąc, a ja dopiero dziś znalazłam czas, by zrzucić z aparatu zdjęcia i podać przepis na lodowy deser, który z tej okazji przygotowałam. I choć trochę wstyd się przyznać, nie był to deser planowany. Po prostu we wsi mojej nie było serka mascarpone, żebym klasyczne tiramisu, które Robert uwielbia mogła przygotować...

Ten lodowy torcik zainspirowanym jest deserem tiramisu właśnie. Nasączone kawą, Marsalą i likierem kawowym biszkopty, zamiast kremem z mascarpone, żółtek i ubitych białek przełożone są lodami waniliowymi. Idealne deser na upalne dni. Dużo szybszy w wykonaniu od klasycznego tiramisu, a nie mniej efektowny.  Podałam go do popołudniowej kawy w 10 rocznicę naszego ślubu.

Składniki:

  • 125 ml mocnej kawy
  • 4 łyżki deserowego wina marsala (albo likieru Amaretto)
  • 3 likieru kawowego
  • paczka podłużnych biszkoptów (200 g)
  • 1 litr lodów waniliowych
  • 100 g gorzkiej czekolady

Lody wyciągnąć z zamrażalnika, by nie były twarde przy nakładaniu.

Tortownicę o średnicy 18 cm cm wyłożyć papierem do pieczenia.

Czekoladę zetrzeć na tarce o drobnych oczkach.

Do schłodzonej kawy dodać Marsalę i likier, wymieszać.

Zanurzać na kilka sekund, pojedynczo biszkopty i wyłożyć nimi jak najdokładniej spód tortownicy (trzeba będzie cześć z nich przed nasączeniem połamać, by wypełniły luki)

Nałożyć na biszkopty połowę lodów i posypać połową startej czekolady.

Powykładać kolejną warstwę nasączonych biszkoptów, nałożyć na niej resztę lodów i posypać startą czekoladą.

Wstawić do zamrażalnika na kilka godzin by całość się zamroziła.

Na kilkanaście minut przed podaniem, przełożyć torcik z zamrażalnika do lodówki.

Dobrze się prezentuje przystrojony świeżymi różami... ;)

Smacznego! 

talerzyk i filiżanka : Pretty Home

 

 

lodowy_torcik_tiramisu_2

lodowy_torcik_tiramisu_3

lodowy_torcik_tiramisu_4

© Ciasteczkolandia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci