Menu

Ciasteczkolandia

Wooden Story

vanilia81

 wooden_story_1

,,Mówimy, że zabawki przyszły do nas z lasu, że jeszcze pachną drzewem i słychać w nich szum wiatru buszującego w liściach lub igłach. Dziadek Borowy, bo na nazwisko mamy Borowy mówił prawdę: „tworzenie dla dzieci daje radość również dorosłym”. Wiemy to bardzo dobrze. Stworzyliśmy Wooden Story z miłości do natury i dla szczęścia dzieci." 

Tak o firmie Wooden Story piszą jej twórcy. Piękna historia niezwykłej firmy, a niżej coś ode mnie, szczęśliwie obserwującej zabawę moich dzieci tymi zabawkami...

Od dwóch lat mieszkamy w lesie. W miejscu, które uwielbiamy, w którym czujemy się najlepiej na świecie. Zapach lasu, jego kolory i dźwięki są naszą codziennością. Naturalna sprawą stało się więc to,  że bardzo cenie drewno jako materiał z którego wykonane są przedmioty w moim domu. Także zabawki. Bezpieczne, przyjazne, piękne i ponadczasowe. Cała moja trójka ma zabawki firmy, o których chciałam Wam dziś opowiedzieć.

wooden_story_2

wooden_story_3

Zacznę od tego, czego można się spodziewać odbierając paczkę- od opakowania. Zabawki przez internet kupuję od 8 lat. Nie powiem zdarzają się produkty ładnie zapakowane, wstążeczka owinięte, z logo na taśmie, ale opakowanie Wooden Story wymiotło wszystkich. Ja te ich liczne grafiki na taśmie klejącej paczkę oglądałam z 15 min. Bity kwadrans gapiłam się jak zaczarowana. A potem zobaczyłam  trociny włożone do pudełka z klockami...

Klocki w ofercie mają różne, od klasycznych, w naturalnym kolorze drewna, po kolorowe, aż po te z napisami, które widzicie na zdjęciach. Zamówiłam je z myślą o Mai, która rozpoczęła naukę angielskiego. Chciałam by przyswoiła sobie nowe słówka. Ważne. Potrzebne w życiu bardzo.

Małgosia z pasją układa je w pudełeczku (a ja mam 5 minut na pomalowanie rzęs), Antek buduje z nich wieże, także zabawka rzec by można wiekowo uniwersalna. I jak one pachną...Od miesiąca już. Czasem wchodzę do pokoju Mai, gdy jej nie ma tylko po to by się nacieszyć zapachem tam panującym (wykończone są woskiem pszczelim i olejami roślinnymi pewnie dlatego).

wooden_story_5

wooden_story_6

wooden_story_10

wooden_story_7

wooden_story_8

wooden_story_91

Skrzynka na kółkach. Od niej wszystko się zaczęło, bo na markę trafiłam szukając takiej skrzynki właśnie. Na porozrzucane w salonie pluszaki, papcie nie do pary, samochodziki, klocki. Tak by z jej pomocą dół domu ogarnąć w 3 minuty wieczorem.

Albo żeby książki do przeczytania włożyć i przyciągnąć ją wieczorem do kanapy (Wydawnictwo Zakamarki polecam przy okazji z ,,Inwentarzem drzew" na czele). Skrzynia pięknie wykonana, kółeczka cichutkie, nierysujące i szczęście całe, bo jak w ciągu dnia pusta stoi to do wożenia dzieci przez siebie nawzajem wykorzystywana jest nagminnie. Wypada więc w tym miejscu dodać- wytrzymała. Jest też wersja w pełnymi bokami, dokupić można pasujący do środka lniany worek, jeśli np. drobne rzeczy planujemy w nim przechowywać.

wooden_story_11

wooden_story_12

wooden_story_13

wooden_story_14

No i wózek...O tym wózku to by bajkę można napisać albo piękny wiersz przynajmniej. Majstersztyk wykonania, dbałość o detale niesamowita. Jednym palcem jesteśmy w stanie go okręcić o 360º. Cichutki. Sunie po podłodze czy trawie jak sanki po puszystym śniegu. Do zdjęć tylko na ogródek go zabrałyśmy, na co dzień służy do zabawy w domu i częściej niż lale czy misie wozi się rodzeństwo wzajemnie. Wytrzymały pieruńsko, nie raz mimo moich set razy powtarzanych ,,uważajcie", ,,bo go zabiorę i schowam na strych" przydzwonił w ścianę czy stół, bez szwanku dla niego (ścianę się zagipsuje czy coś ;)

Podobnie jak skrzynia, podłóg nie rysujący ( koła gumą zabezpieczone). Z drewna z certyfikatem FSC (jak zresztą wszystkie ich zabawki), pokryty białą, wodną, ekologiczną farbą. No i ta biel, te szare dekory. Wart każdej złotówki, która kosztuje. Każdej.

Moje córki bawią się 80 letnim, miniaturowym kredensikiem mojej babci (którym bawiłam się rzecz jasna również ja). Mebel ten ( który z pewnością doczeka się osobnego postu), nie jest zrobiony z wyselekcjonowanego drewna, a wybawił kilka pokoleń i będzie służył dalej. Tym bardziej jestem przekonana, że wózkiem Małgosi będą się bawiły moje wnuki.

Apel więc taki z lasu przed Dniem Dziecka głoszę, dajcie sobie choć na chwilę spokój z tą świecąco- grającą chińszczyzną na baterie. Przeczytajcie dziecku fajną książkę, kupcie drewniane klocki. Zamienicie ,,made in China" na  ,,Made in The Beskidy Montains Poland" Ukłońcie się naturze. Wybierzcie na spacer do lasu. Kukułki posłuchajcie.

Polecam. Firmę. Zabawki. I Las...

Klocki tutaj

Skrzynia tutaj

Wózek tutaj

wooden_story_15

wooden_story_161

 

Proste ciasto z herbatą Earl Grey i rodzynkami

vanilia81

 Ciasto_z_Earl_Grey_i_rodzynkami_1

Banalnie proste w wykonaniu ciasto. Nie wymaga użycia wagi i miksera. Świetne do popołudniowej herbaty. Na piknik. Na chłodniejsze, wiosenne dni. Do owinięcia w folię i wręczenia umorusanym dzieciom, które zgłodniały szalejąc z kolegami z ulicy i domagają się czegoś do jedzenia, waląc brudnymi rączkami w tarasowe drzwi...

Za jedyną wadę możemy uznać ponad godzinny czas pieczenia, ale ciasto posiada pół litra płynu i nie ma wyjścia, trzeba mu ten czas dać. Odwdzięczy się głębokim herbacianym aromatem ukrytym w cieście i słodkich rodzynkach.

foremka: klasyczna keksówka

temperatura: 175ºC

czas pieczenia ok. 70 min.

Składniki:

  • 2 szklanki herbaty Earl grey (zaparzonej z 3-5 torebek w zależności od jakości herbaty i intensywności jaką chcemy uzyskać)
  • 1 szklanka rodzynek
  • 1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 1 ½  szklanka mąki pszennej (zwykłej lub tortowej)
  • ¾  szklanki cukru (u mnie brązowego)
  • 120 g miękkiego masła
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 2 szczypty pieprzu

Uwaga! Ciasto nie zawiera jajek

Do zaparzonej, przestudzonej herbaty dodać rodzynki, odstawić.

Do miski wsypać obie mąki, cukier, proszek do pieczenia, sól, pieprz i cynamon i całość wymieszać.

Dodać miękkie masło, wmieszać je do reszty składników.

Dolać herbatę z rodzynkami i całość pomieszać tak, by nie było widać suchej mąki.

Foremkę keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia lub natłuścić masłem i obsypać mąką.

Piec ok. 70 min. w 175ºC. Gdyby pod koniec pieczenia ciasto za bardzo się brązowiło od góry, przykryć je folia aluminiową.

Po wyjęciu z piekarnia przed wyjęciem z formy odstawić na min. 10 min.

Klocki widoczne na zdjęciu marki Wooden Story można znaleźć  tutaj

Lokówkowe zauroczenie

vanilia81

loki_remington_1

Wesela, chrzciny, komunie. Uroczystości rodzinne. Urodziny koleżanek i kolegów. Święta. Dnie Babci, Dziadka, Barbórki. Bale, dyskoteki szkolne i Jasełka. Ciągle coś. I ciągle coś na tej głowie trzeba Majce zrobić.

A z warkoczami to mam problem delikatnie mówiąc. Francusy to już całkiem jakiś matrix dla mnie. I można by do salonu fryzjerskiego, ale czasem te loki w niedziele potrzebne. A czasem na 8 rano. A czasem na wyjeździe.

Lokówkę wymyśliłam. Przypadkowo w sumie, perfumy  i jedną z tych genialnych szczotek (Ikoo) chciałam w perfumerii internetowej zamówić i  tą lokówkę zobaczyłam, opinie przeczytałam, że niby och i ach.

I powiem Wam na lepszy pomysł to ja dawno nie wpadłam. 10 minut i voila fryzura jest, nawet jak matka z gatunku tych niezdarnych. Niedroga sprawa. Tak więc jeśli w genach Wam, tudzież córką natura loków poskąpiła, to ja polecam, bo i zabawa jest i efekt.

Kłopot z głowy. Zamiast kłopotu burza loków.

Zobaczcie sami...

Biszkopciki dla dzieci i szkolna uwaga

vanilia81

biszkopty_2

Maja wróciła ostatnio ze szkoły. Z uwagą, na niemieckim otrzymaną. Nie żeby pierwszą, bo incydenty już ze dwa były, standardowe takie, że przeszkadzała czy przezywała. Ale ta ostatnia wygrała. I kiedy ją czytałam jej trzęsła się broda od płaczu, a mi ze śmiechu...

 IMG_8054

Bo oczywiście jeść na lekcji się nie powinno. Od tego są przerwy, ale ten wyraz ,,biszkopty"... No rozłożył mnie na łopatki. Nie tylko mnie, na facebooku wygrał komentarz ,,no jak Ciasteczkolandia to przecież nie będzie golonki jadła na lekcji tylko ciasteczka" a na instagramie ,,dobrze, że nie makrelę".

I choć tymi schrupany na lekcji poczęstował ją kolega, tak mi do głowy wpadło, ze dawno biszkoptów dzieciom nie piekłam...Więc gdyby ktoś na przepis reflektował to poniżej podaję. Pracy z nimi tyle co nic, a wiem, że one z jajek tych od kur co je za płotem widzę, z cukrem brzozowym, bez oleju, syropu glukozowo- fruktozowego, spulchniaczy i barwników (po co oni je tam ładują i jakim cudem ,,pozytywną opinie instytutu Matki I Dziecka" dostają to ja nie wiem...)

Warto dodać, że te są bardzie miękkie, puchate, nie tak zbite i suche jak te ze sklepu.

Jeśli pieczecie ja dla jednego dziecka, wystarczy upiec je z połowy składników.

Jeśli komuś zależy by wyglądały jak sklepowe, to zamiast łyżeczką, szpryca cukierniczą porcje na blachę nakładać, albo w foremce/ na macie do makaroników piec polecam, ja nie widziałam ku temu powodu.

Składniki:

  • 4 jajka (używam ekologicznych)
  • 100 g mąki pszennej tortowej
  • 50 g mąki ziemniaczanej (lub skrobi kukurydzianej)
  • 5 łyżek cukru (u mnie ksylitol)

Oddzielić białka od żółtek.

Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodać cukier i chwilę miksować.

Miksując na najniższych obrotach miksera dodawać po kolei żółtka.

Przesiać obie mąki i delikatnie wmieszać szpatułką do masy, tak by składniki się połączyły.

Duże blachy wyłożyć papierem do pieczenia.

Nakładać łyżeczką do herbaty (kopiasta jeśli chcemy biszkopty wielkości tych sklepowych) porcje ciasta, spłaszczając je łyżka delikatnie, pamiętając o zachowaniu niewielkich odstępów.

Piec w piekarniku nagrzany do 175ºC (termoobieg jeśli pieczemy dwie blachy na raz) przez ok. 10 min.

Przełożyć na metalowa kratkę, żeby przestygły.

Ciasta wystarczy na 3-4 blachy ( w zależności od odstępów)

 

Niezapominajki & kawa

vanilia81

Julia_R_1

Garść małych marzeń tej wiosny miałam.

Żeby mi pod płotem niezapominajki zakwitły z tych nasion, które w zeszłym roku zasiałam. Trochę chociaż.

I o kawie u Julii Rozumek marzyłam. Przy tym stole drewniany. Z tego kubka żółtego. Z Tosią i Beniem biegającym wokół...

Ale jak zawsze. Po ciuchu marzyłam. Nie było szans by usłyszała. I ranka pewnego w szufladce na Instagramie ,,Czy ja mogę zaprosić Cie na kawę?" - wiadomość od Niej przeczytam.

W niedowierzaniu oczy zmrużyłam, nos do ekranu zbliżyłam, myśląc, że chyba źle przeczytałam.

Bo niby dlaczego ja?

Dlatego, że komentarz miły pod jakimś zdjęciem czy postem napisałam? Miłych komentarzy to jej pisze 50 tyś osób miesięcznie.

Umawiamy się..

Pytam w żartach czy ma dom ubezpieczony bo jeśli tak, to ja bym z dziećmi chętnie.

Ubezpieczony. I pewnie, z dziećmi mam przyjechać.

Ciasteczka waniliowe pieczemy z Mają do północy. 

Rano w ogródku niezapominajek kępka zakwitła!

Zrywam je. Wszystkie. Wstążką owijam. Antoś wręczy Tosi .  

Jedziemy w czwórkę.

I widzę ten dom już z daleka i wierzyć się nie chce, że to w okolicy mi znanej, pół godziny drogi ode mnie.

Julia_R_24

Parkuje. I nie wiem czy kolejny filmik Julii oglądam, czy mi się to śni może. Tosię widzę jak stoi w jednym z tych wielkich okien w stroju baletnicy uśmiecha się i macha do nas.

I taką nutkę obawy mam w sercu, czy mi się ta wizja Julii, Jej Rodziny, domu, który stworzyła, a który przecież tylko ze zdjęć znam, nie popsuje zaraz. Nie pryśnie jak bańka mydlana. Bo może ona przemądrzała, dla dzieci niedobra, mąż gbur jakiś.

Ale nie Kochani. U nich naprawdę jest tak jak Jej blogu. To jest dom pełen miłości i normalności. Z pokruszonym ciastkiem na podłodze, szalem Tosi rzuconym w przedpokoju, kompotem na stole, śmieciami do wyniesienia i Mężem, który po zjedzeniu pomidorowej  zupę pochwalił. Nie dlatego, żeby się żonie przymilić, tylko dlatego, że mu najzwyczajniej na świecie smakowała...

Julia_R_3

Julia_R_10

Julia_R_12

Julia_R_11

Julia_R_9

Julia_R_13

Julia_R_14

Julia_R_15

Julia_R_4

Julia_R_8

Julia_R_16

Julia_R_17

Julia_R_5

Girlanda gwiazdek Radosna Fabryka

Julia_R_19

Julia_R_20

Julia_R_2

Narzuta z motyle Las & Niebo

Julia_R_28

Julia_R_18

Julia_R_21

Julia_R_26

Julia_R_27

Julia_R_23

Julia_R_29

Julia_R_22

Julia_R_25

Dom jaki jest widzicie. Słów tu za wiele nie potrzeba. Oryginalny do granic możliwości. Niepowtarzalny. Żaden architekt wnętrz i stu stylistów tak by go nie urządziło. Styl, wyczucie, konsekwencja w doborze materiałów, mebli, tkanin, miłość do rzeczy z duszą, chęć ocalenie tych wyjątkowych, które dawno mogły zapomniane skończyć swój żywot go stworzyły. A przede wszystkim atmosfera. Bez jego mieszkańców, tych malutkich rączek na szybie odbitych, nie byłby w połowie tak wspaniały...

Tosia to taki typ dziecka, które masz ochotę złapać, przytulić i ukraść. Rezolutna, uśmiechnięta, komunikatywna. Taka równiacha. Jestem z Nią umówiona na pieczenie ciasteczek w kształcie serc i nocne zwiedzania placów zabaw z latarkami. Warta wszystkich niezapominajek na tym świecie...

Benio.. no łyżkami bym go jadła. Nie widziałam chyba nigdy takiej burzy loków, a w połączeniu z wielkimi, brązowymi oczami to już na pewno nie.

A Julia? Do bólu normalna. Malutka. Drobna. Serdeczna. W dresowych spodniach i włosach na prędce upiętych, a piękna taka, że oczu oderwać nie sposób. Za dziećmi w ogień by skoczyła, troskliwa, ciepła, cierpliwa, ale o sobie w tym świecie niezapominająca. Fajna kobieta. Ciesze się, że mogę o niej mówić per moja koleżanka. Z wrażenia zdjęcia Pani domu nie zrobiłam.

Jeśli cudem jakimś nie znacie jeszcze bloga Julii Rozumek, (wcześniej Szafą Tosi nazywanym), to polecam. Warto jej spojrzenie na życie przyswoić.

A gdyby ktoś film wolał, z muzyką jakby dla nich przez Zakopower pisaną, to poniżej, na zębatym kółeczku jakość HD ustawcie sobie...

 

© Ciasteczkolandia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci