|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
KSIĘGA GOŚCI
KULINARNE BLOGI, KTORE POLECAM
NO NIESTETY ALE...
O MNIE
Tagi
|
wtorek, 24 stycznia 2012
Ten mus, to mój pierwszy krok w kierunku Walentynek, które obchodzimy za równiutkie 3 tygodnie! Czy znacie bardziej sexowny produkt od gorzkiej czekolady? No dobrze, może jeszcze truskawki z bitą śmietaną... Baza musu z książki ,,Nigella gryzie” z małą modyfikacją. Przyznaje, miałam opory (pewnie bezpodstawne), by do deseru dodać ziele angielskie, opaczność czuwała i okazało się, że najzwyczajniej w świecie skończyło mi się akurat :) Uff... Cynamon godnie go zastąpił. Mus różni się od klasycznych wersji tym, że nie wymaga ubijania białek, co trzeba przyznać ułatwia sprawę. Bardzo kremowy, intensywny (70% czekolada robi swoje). Dla miłośników gorzkiej czekolady bajka... Składniki:
Czekoladę rozdrobnić w malakserze. Śmietanę i mleko podgrzać, doprowadzając prawie do wrzenia, dodać ekstrakt waniliowy i cynamon, całość przelać do czekolady. Odczekać 30 sekund. Miksować przez kolejne 30 sekund, następnie dodać jajko i miksować jeszcze 45 sekund (bawiło mnie to odliczanie). Przelać do niewielkich naczyń, w których podasz mus. Wstawić do lodówki na 6 godzin (lub na całą noc). Mus wyjąć minimum 20 minut przed podaniem − to konieczne, by w pełni cieszyć się jego konsystencją i smakiem. Z podanych składników wychodzi 500 ml musu, to tyle, by napełnić 8 malutkich pojemników o objętości 60 ml. Wydało mi się to śmiesznie mało, więc zachłannie użyłam 4 odpowiednio większych, ale teraz już wiem, że 6 porcji z tej ilości będzie porcją idealną :)
czwartek, 19 stycznia 2012
Uwielbiam kokos. Mam kokosowy żel pod prysznic, kremy do ciała i rąk. Gdy ktoś podsuwa mi pod nos pudełeczko z pralinkami, poluje na to z nadzieniem kokosowym. Tak mam. Zastanawiałam się co (prócz dodania sztucznego aromatu, który nie wchodzi w grę) mogłabym dodać, by muffinki były jak najbardziej kokosowe. Malibu i kokosowy jogurt (kremowy z duża ilością wiórek) sprawdziły się świetnie. Następnym razem poeksperymentuje z mleczkiem kokosowych, ale wersja poniżej mnie- kokosoholiczkę zadawala. Polecam i Wam! Składniki:
W jednej miseczce mieszamy składniki mokre, w drugiej suche, a następnie zawartości obu miseczek łączymy ze sobą niedbale widelce, tylko do momentu, połączenia się składników, czyli do momentu aż nie będzie widać mąki. Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni C. Ciasto przekładamy do muffinkowej foremki wyłozonej papierowymi papilotkami i pieczemy ok. 20-25 min., do tzw. suchego patyczka.
poniedziałek, 16 stycznia 2012
"Semifreddo to niezupełnie lody. Nie trzeba tu robić kremu custard ani mieszać lodów w czasie mrożenia − co czyni życie o wiele prostszym. W rezultacie otrzymujemy gładki blok schłodzonych, cudownie aksamitnych, lekko zamrożonych lodów. W tej wersji łagodny miodowy smak odpowiada konsystencji. " Nigella Lawson Nigella powiedziała chyba wystarczająco dużo, by skusić do ich przyrządzenia. Semifreddo ( z włoskiego ,,pół zimny") są genialne, bo można je przyrządzić dużo wcześniej i wyjąć chwilkę przed podaniem. Orzeszki pinii można zastąpić płatkami migdałów, a z masą można eksperymentować, dodając pokruszone herbatniki, espresso, orzechy. Książkę Nigelli z przepisem posiadam parę dobrych lat i sama się sobie dziwię, że dopiero teraz je zrobiłam. Może podświadomie czekałam na okazję, by własnoręcznie zbieranymi ( i co trudniejsze obieranymi- dzięki Kochanie!) orzeszkami piniowymi uraczyć kogoś wyjątkowego? Taka okazja miała ostatnio miejsce, podałam je jako słodki akcent po kolacji z przyjaciółmi. Deser wszystkim smakował, a ja po wyjściu gości wylizując palcem (rozpuszczoną już totalnie) ostatnią porcję czułam się jak Kubuś Puchatek ze swoim garnuszkiem miodu...
Składniki
Foremkę keksówkę wyłożyć folią. Utrzeć jajko i żółtka z miodem, w misce opartej na garnku z gotującą się na małym ogniu wodą, aż mieszanina stanie się jasna i gęsta. Ubić śmietanę kremówkę, gdy zrobi się gęsta, zmieszać ją delikatnie z miodowo−jajeczną masą. Przelać do przygotowanej foremki i dokładnie okryć folia spożywczą. Włożyć do zamrażalnika na min. 2−3 godziny Przed podaniem wyjąć je, odwracając formę do góry dnem i przełóż na talerz. Polać miodem i posypać prażonymi orzeszkami piniowymi i zajadać, bo szybko się topi.
piątek, 06 stycznia 2012
Dziś coś dla miłośników bananów :) Mimo że użyłam małych bananów, sernik okazał się baaardzo bananowy. Smaczny, o fajnej konsystencję, ładnie się kroi, ślicznie błyszczy, ale nie jest to ciasto, którego miałoby się ochotę zjeść całą blachę. Jeden kawałek wystarczy, bo ,,bananowiść” przytłacza. Myślałam, czy spodu nie zrobić z kokosowych ciasteczek, a góry nie ozdobić polewą z gorzkiej czekolady, ale dobrze zrobiłam rezygnując z ,,udoskonalania” go. Warto zauważyć, że sernik w masie nie zawiera masła i tylko symboliczną ilość cukru i choć banany nie są może najmniej kalorycznymi owocami, zjedzenie kawałeczka nie będzie grzechem. Do popołudniowej kawki, jeden kawałeczek to dobry pomysł. Pomysł zaczerpnięty ( a następnie zmodyfikowany przeze mnie) z encyklopedii kulinarnej ,,Ciasta"
Spód : 150 g ciasteczek maślanych (takie miałam, digestive będą jeszcze lepsze) 60 g roztopionego masła Ciasteczka włożyć do woreczka i rozwałkować drobniutko (lub potraktować malakserem) Połączyć z rozpuszczonym masłem i masa wyłożyć spód klasycznej (ok 28 cm) tortownicy, wstawić do lodówki
Masa serowa: 1 kg sera białego mielonego 1/2 szklanki cukru 4 jajka 4 małe banany ( zmiskowałam blenderem) 1/2 łyżeczki soku z cytryny 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego ( dodałam, ale następnym razem pominę, bo nie ma szans przebić się przez bananowy aromat) Zmiksować wszystkie składniki, po kolei wbijając jajka, masę wylać na przygotowany spód. Piec w piekarniku nagranym do 175 stopni przez ok. 50 min. Wystudzić. Podawałam go na drugi dzień.
czwartek, 29 grudnia 2011
Ciasto z dedykacją dla Izy K - koleżanki z licealnej ławki, szczęściary, która mieszka we Włoszech i która w tym roku mi o Panforte przypomniała i dla Majanki, która włoskie klimaty uwielbia :) Z upieczeniem tego tradycyjnego, bożonarodzeniowe ciasta toskańskiego nosiłam się ponad 4 lata. Tyle minęło od momentu, kiedy widziałam je po raz pierwszy w witrynach toskańskich cukierni. Nie pytajcie dlaczego go wtedy nie spróbowałam, bo sama do dziś żałuje. Zawsze kiedy chciałam je upiec okazywało się, że nie mam któregoś ze składników. Tym razem postanowiłam, że to ciasto dostosuje się do zawartości moich szafek, a nie odwrotnie, stąd brak np. orzechów włoskich, a bonus w postaci żurawiny ( przytłoczonej totalnie przez figi nota bene). Proporcję wzorowałam na kilku przepisach. Smakuje jak ciężki, naszpikowany bakaliami i suszonymi owocami ( zatem zdrowy!) baton. Moją rodzinę smak zachwycił, mnie początkowo zirytowało krojenie, ale smak wynagrodził tą niedogodność.
Składniki: 150 g orzechów laskowych 200 g migdałów (bez skórki) 200 g suszonych fig 200 g moreli suszonych 100 g kandyzowanej skórki pomarańczowej 3 garści żurawiny suszonej 120 g mąki pszennej 10 łyżek miodu 120 g cukru pudru (+ troszkę do posypania na koniec) spora szczypta białego pieprzu przyprawy korzenne ( cynamon, kolendra, goździki, gałka muszk. itp.)
Suszone owoce grubo posiekaj. Orzechy upraż na suchej patelni, a następnie posiekaj ( ja siekałam tylko owoce) i wraz z owocami wsyp do dużej miski, dosyp przyprawy, odstaw
poniedziałek, 26 grudnia 2011
Baaardzo świąteczny. Zakochałam się w nim od pierwszego ,,widelczyka". Polewa zasługuje na owacje na stojąco za niebiański smak, niespotykanie aksamitną konsystencje i prostote przygotowania. Przepis znalazłam na stronce Dorotki, zwiększyłam tylko proporcjonalnie ilość składników tak, by upiec w większej (klasycznej 28 cm okrągłej tortownicy). Spód:
Ciasteczka włożyć do woreczka i wałkować je na ,,piasek” . Dodać roztopione masło, połączyć oba składniki. Okrągłą tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia, na spód wysypać masę ciasteczkową, podociskać palcami. Odstawić (najlepiej do lodówki). Masa serowa:
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Ser utrzeć z cukrem. Dodawać po jednym jajku, krótko miksując po każdym. Dodać pozostałe składniki i zmiksować, tylko do połączenia się składników, na końcu delikatnie, np. drewniana łyżką wmieszać pokruszoną chałwę. Masę serową wylać na ciasteczkowy spód, wyrównać. Sernik pieczemy w kąpieli wodnej, więc na najniższej półce piekarnika wstawiamy blachę napełnioną gorącą wodą, a na wyższej półce wstawiamy formę z sernikiem. Piec w temperaturze 170ºC przez około 1 godz.. Wystudzić w lekko uchylonym piekarniku. Wyjąć, wystudzić do końca, polać polewą (przepis poniżej) Polewa chałwowa:
Chałwę pokruszyć i wsypać do małego garnuszka. Dodać kremówkę i wymieszać, by nie było grudek chałwy ( podobnie jak Dorotka polecam użycie blendera). Podgrzać, chwilę pogotować, aż polewa lekko zgęstnieje, mieszając przy tym by się nie przypaliła, zdjąć z palnika, lekko przestudzić. Polewę wylać na wystudzony sernik. W zimnej temperaturze ładnie zgęstnieje.
I’m Back chciałoby się powiedzieć... Wróciłam i postaram się, by serce Ciasteczkolandi zabiło na nowo. Nie mogłam sobie wymarzyć piękniejszego momentu reaktywacji Ciasteczkolandii niż Święta Bożego Narodzenia. Mam nadzieję, że osoby, które znają Ciasteczkolandię, wybaczą mi tą 3,5 letnią absencję, a Ci którzy są tu po raz pierwszy spojrzą na nią przychylnym okiem. Chciałam podziękować Majance za to, że przemówiła mi do rozumu i motywowała jak nikt inny do powrotu, Dorotce pod okiem której 4,5 roku temu powstawał ten blog i która była, jest i zawsze będzie moim wypiekowym guru, Beatce, która (nieświadomie zapewne) na nowo obudziła we mnie potrzebe dzielenia się z Wami tym co słodkie i ładne i Agnieszce, która mimo iż jest specjalistka w innej branży (niemniej słodkiej) udawadnia, że trzeba robić w życiu to co się kocha. Skoro każda z Was jest mamą, prowadzi dom i znajduje czas na bloga, to muszę wierzyć, że jest to wykonalne ;) Dziękuje Wam :*
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Minęło 3,5 roku od kiedy przestałam pisać tego bloga, byłam tak zaabsorbowana byciem mamą, że nawet nie miałam czasu o niej myśleć. Ostatnio coś się zmieniło. Może to ten świąteczny klimat tak mnie nastroił? Tęskni mi się za nią bardzo. Tak naprawdę nic się przecież nie zmieniło, nadal piekę jak szalona, więcej wydaje na gadżety kuchenne niż nowe ciuchy, mikser nazywam swoim trzecim dzieckiem, a ilość papilotek do muffinek, którą zgromadziłam zapewniłaby mi izolatkę na oddziale psychiatrycznym i to bez skierownia. Tylko skoro nie podjęłam nawet próby prowadzenia Ciasteczkolandii, kiedy zostałam mamą jednego dziecka, czy jest szansa, że uda mi się to z dwójką?
środa, 04 czerwca 2008
21 maja zostałam szczęśliwa mamą malutkiej Mai :) Jesteśmy juz w domku, czujemy się świetnie, Maja jest grzeczna jak aniołek, więc chyba mamie uda się czasem coś upiec... Maja jest słodsza niż wszystkie wypieki Ciasteczkolandii razem wzięte :) ,a ja nie widzę poza nią świata. Pozdrawiamy wszystkim cieplutko.
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Serniczek ten zadebiutował na naszym stole podczas tegorocznej Wielkanocy i musze przyznać, że świetnie się sprawdził. Powinnam go może nazwać serniczkiem pożegnalnym, ponieważ jest to póki co to mój ostatni przepis dodany do Ciasteczkolandii. Z brzuszkiem wielkości piłki do koszykówki coraz trudniej jest mi poświęcać się w kuchni, a za miesiąc z ogromna radością poświęcę się innemu (niemniej słodkiemu) zajęciu. Dziękuje wszystkim odwiedzającym Ciasteczkolandię oraz moim blogowym koleżankom (będę zaglądać na Wasze blogi napewno). Pozdrawiam Wszystkich wiosennie :) Przepis na serniczek, pochodzi z miesiecznika ,,Moje gotowanie". Serniczek jest prosty w przygotowaniu, ale jego przygotowanie trochę trwa, ze względu na konieczność odczekania aż kolejna warstwa stężeje na tyle, by utrzymać ciężar kolejnej. Składniki: - 3 serki waniliowe - galaretka cytrynowa (użyłam pomarańczowej) - galaretka brzoskwiniowa - 1/2 litra śmietany kremówki (moim zdaniem to nawet za dużo, 400 ml wystarczy) - 3 łyżki cukru pudru - 2 łyżki żelatyny - 10 dag biszkoptów (użyłam podłużnych) - puszka brzoskwiń Galaretkę cytrynową rozpuścić w szklance gorącej wody, ostudzić. Gdy zacznie tężeć wymieszać z serkami waniliowymi. Brzoskwinie odsączyć z zalewy. Biszkopty rozłożyć na dnie tortownicy ( o średnicy 22 cm), lekko skropić sokiem z brzoskwiń. Połowę owoców pokroić w kostkę, dodać do masy serowej, wyłożyc na biszkopty. Odstawić do schlodzenia na ok. 20 min. W 1/2 szklanki gorącej wody rozpuścić żelatynę, ostudzić. Śmietanę ubić z cukrem pudrem, dodać żelatynę, dokładnie wymieszać, wylać na masę serową. Rozłożyć pokrojone w plasterki pozostałe brzoskwinie. Galaretkę brzoskwiniową rozpuścić w gorącej wodzie. Gdy zacznie tężeć, zalać brzoskwinie i odstawic na 2-3 godziny. ps. Kaczuszka z masy solnej made by Ewa ;)
|