Menu

Ciasteczkolandia

Recenzje zabawek

Nasz TOP 4 ulubionych gier planszowych dla dzieci (nie tylko na ferie)

vanilia81

20

Długie, ciemne, ciągnące się w nieskończoność wieczory sprzyjają bardzo rodzinnym grą. Nie wiem czy był tej zimy dzień, żeby dzieci w którąś z gier ,,planszowych" nie grały. I bardzo mnie to cieszy, bo taki rodzaj spędzania czasu ma same zalety.

Wytypowałam dziś cztery gry. Te takie ulubione nasze. Te, których nazwy są z euforią wykrzykiwane, gdy pada pytanie ,,w co chcecie grać?". I tak mi teraz do głowy przyszło, że jeszcze nie całkiem ten świat zwariował skoro na tak zadane pytanie nasze dzieci wymieniają  nazwy przedstawionych dziś gier, a nie jakieś z aplikacji na Ipadzie...

W każdą z tych gier śmiało (nie nudząc się przy tym...) mogą, a czasem wręcz powinni grać z dziećmi rodzice. Nasza trzy letnia Małgosia gra zawsze z nami, oczywiście daje więcej czasu na odpowiedź, czasem jej pomagamy, ale generalnie daje radę.

Każda z nich działa trochę inaczej. Inną mam wrażenie odgrywa rolę w rozwoju dzieci, choć oczywiście gramy w nie przede wszystkim by fajnie spędzać czas razem, dobrze się przy tym bawiąc.

Pierwsza z gier potrafi do łez wzruszyć, druga rozśmieszyć, trzecia dostarcza wiedzy, a czwarta uczy pokory. Łączy je natomiast to, że reguły każdej z nich można wyjaśnić w minutę, co cenię niezwykle, bo nie należę do osób cierpliwych...

 

17

21

31

41

51

61

71

Zacznę od gry która urzekła mnie najbardziej...

Pytaki bo od tej grze mowa, jest najbardziej rodzinną grą jaką znam. Posługując się modnym ostatnio duńskim słowem, powinnam napisać, że czas z nią spędzony jest bardzo hygge....

Gracze siadają razem i losują z woreczka żetony- „pytaki”, a następnie odpowiadają na zadane na nim pytanie/ wykonują polecenie.
Gramy w nią tylko, gdy jesteśmy w w komplecie i nie wyobrażam sobie grać w nią inaczej (choć oczywiście można)

Gra oprócz kluczowych żetonów posiada też kostkę i karty uczuć, ale my najczęściej upraszczamy reguły i po po prostu, po kolei losujemy pytaki i odpowiadamy. A pytania są różne. I takie, z których dzieci mogą się dowiedzieć jak poznali się rodzice, kto o czym marzy, za co kogoś lubi, co wspomina, co docenia, czego mu brakuje, za co ma żal, co by zmienił. Wzrusza mnie niesamowicie zawstydzenie Antosia, kiedy o uczuciach przychodzi mu mówić, kiedy dowiaduje się o marzeniach osób mi najbliższych, kiedy dzieci w skupieniu, zaciekawione słuchają odpowiedzi na nieznane im historie rodzinne.

Absolutnie cudowna w swej prostocie. Tworzy piękne relacje, buduje świadomość emocjonalną, wzmacnia więzi rodzinne, uczy empatii, słuchania i wypowiadania się (a starsze dzieci również czytania), ćwiczy cierpliwość, pokazuje jak bardzo ważną i naturalną rzeczą w rodzinie jest/powinien być dialog.

Gra jest genialnym wynalazkiem w podróży. Niedawno czekała nas kilkugodzinna podróż samochodem z dziećmi. W ostatniej chwili przed wyjściem wrzuciłam woreczek z pytakami do torebki, a potem po trzystu pokonanych kilometrach, kiedy już pomysły i siły by zminimalizować ilość dobiegających z tylnego siedzenia pytań ,,daleko jeszcze?" się wyczerpały, wyciągnęłam Pytaki i miałam wrażenie, że brakujące sto kilometrów pokonaliśmy w kwadrans, tak szybko i miło upłynął nam czas. Bardzo, bardzo polecam... 

Zamówić można tutaj (klik)

81

91

101

Dobble  no to jest hit! W malutkiej, poręcznej, metalowej puszce znajduje się plik okrągłych kart z obrazkami. Różnymi porozrzucanymi przedmiotami, znakami. Zabawa polega na tym, żeby jak najszybciej odnaleźć na swojej karcie i karcie wspólnej dla wszystkich graczy dwa te same przedmioty. Tylko od naszej spostrzegawczości czy szybciej od pozostałych graczy (lub gracza) znajdziemy swoją obrazkową parę.

Rysunki są różnych wielkości i pląta się to i proste nie jest czasami. Maja z Antkiem koszą nas- rodziców równo. Lepsze oczka mają, szybciej im te styki w główkach łapią, a śmiechu i radochy przy tym na sto dwa. I często głowy byśmy dali sobie głowy uciąć, że tym razem pary nie ma, no bez szans, a potem się znajduje...

To gra w która mogą grać trzy latki i ich pradziadkowie. Często grają w nią sobie Antoś (5 lat) z Małgosią(3 lata). Zawsze wrzucam ją do torebki, gdy idziemy do lekarza czy znajomych, albo dzieciom do plecaczka, gdy idą do dziadków. Z tego co widzę są tez inne, bajkowe jej wersję, my mamy tą klasyczną żółtą. Super sprawa.

Dobble znajdziecie tutaj  (klik)

111

121

131

5 sekund junior to popularna, mocno reklamowana gra, ale warto o niej wspomnieć, bo też fajnie się przy niej bawimy. Reguły są proste, mamy pokaźny zestaw pytań, po odczytaniu pytania gracz ma 5 sekund (liczone za pomocą dołączonego czasomierza) na odpowiedz. Pytania są proste, cała sztuka w tym, by zebrać myśli i w te 5 sekund przełożyć je na słowa, co gwarantuje nie zawsze jest takie proste. Język się plącze, odpowiedzi chowają się gdzieś z tyłu głowy, albo nasuwają się jakieś strasznie dziwne, śmieszne, głupie. Małgosia na pytanie ,,co można schować do kieszeni" zawstydzona odpowiedziała ,,cukieraska"...Każda dobra odpowiedź wypowiedziana na czas, to ruch kostką i krok w kierunku mety i wygranej. Dużo śmiechu, troszkę adrenaliny, odrobina rywalizacji i całkiem sporo wiedzy. My mamy wersję junior (z osobnymi pytaniami dla dzieci i dorosłych) ale z tego co widzę w podanym linku są też inne wersje.

Znajdziecie je tutaj (klik)

 151

161

171

18

19

Farmer - pisząc o tej grze, nie mogę sobie odmówić zacytowania kulisów jej powstania...

,,Superfarmer to gra, która powstała w Warszawie w 1943 roku. Nosiła wtedy tytuł "Hodowla zwierzątek". Jej autorem jest wybitny polski matematyk, profesor Karol Borsuk. Gdy Niemcy zamknęli Uniwersytet Warszawski, profesor został bez pracy. W czasie wojny ludzie dokonywali cudów pomysłowości w poszukiwaniu źródeł utrzymania. Pomysłem profesora na ratowanie budżetu rodzinnego była sprzedaż gry. Zestawy do "Hodowli zwierzątek" przygotowywała metodami domowymi żona profesora, pani Zofia Borsukowa. Autorką rysunków zwierzątek była pani Janina Śliwicka. Gra zyskała wielką popularność - najpierw wśród przyjaciół rodziny, a potem w coraz szerszych kręgach osób znajomych i nieznajomych. W domu państwa Borsuków rozdzwonił się telefon, a w słuchawce, co i rusz można było usłyszeć pytanie: Czy to hodowla zwierzątek? Po potwierdzeniu następowało zamówienie i gry trafiały do sklepu.

Gra bawiła nie tylko dzieci, wciągała także dorosłych, pomagając im przetrwać smutne okupacyjne wieczory. Oryginalne egzemplarze gry spłonęły wraz z miastem w czasie powstania warszawskiego, w sierpniu 1944 roku. Szczęśliwie jeden z egzemplarzy zachował się poza Warszawą i wiele lat po wojnie wrócił do rodziny Borsuków.

W czerwcu 1997 roku z inicjatywy pani Zofii Borsukowej, z okazji jej 90 urodzin oraz w 15 rocznicę śmierci profesora Karola Borsuka "Hodowla zwierzątek" została wydana przez Grannę pod tytułem "Superfarmer", by bawić kolejne pokolenia dzieci i rodziców.

Gra polega na losowaniu za pomocą dwoma dwunastościennymi kostkami z obrazkami zwierząt. Po wylosowaniu pary do naszej farmy trafia dane zwierzątko, przy czym niektórych gatunków jest na kostkach dużo, innych niewiele. Zwierzęta możemy wymieniać, możemy za nie kupić psa, który z kolei uchroni nasza farmę przed listem czy wilkiem, bo te wylosowane pozbawiają części bądź  całego inwentarza. Wygrywa osoba, która zdobędzie przynajmniej po jednym zwierzątku z każdego gatunku. Gra uczy myślenia strategicznego, ale tez pokory w przyjmowaniu porażek, bo czasem jeden pechowy rzuć kostka może nas pozbawić wszystkiego.

Znajdziecie ją tutaj (klik)

To taki nasz subiektywny wybór gier, jeśli macie swoje typy, gry warte polecenia podzielcie się nimi proszę w komentarzu, chętnie je poznam.

Miłych chwil i pięknych emocji podczas wspólnego grania Wam życzę.

 

Owoce & warzywa ( w co się bawimy, co czytamy)

vanilia81

 

O tym jak ważne są warzywa i owoce w diecie wie nawet moja niespełna trzy letnia Małgosia i szerzej o tym temacie przeczytacie w następnym poście, dziś pokazać tylko chciałam pomysły na to, jak poprzez zabawę zainteresować owocowo-warzywnym tematem dzieci. Zarówno książka, gra i zabawka, które tu przedstawie, to te najbardziej (z zabawek o tej tematyce) przez moje dzieci lubiane, więc rekomendujemy gorąco jako coś co warto z Mikołajem świętym przedyskutować ;)

 

Agnieszka Sowińska, autorka książki ,,Przekroje: owoce i warzywa" wydawnictwa Moja Księgarnia wpadła na pomysł, by składniki obecne w warzywach i owocach przedstawić obrazkowo w formie ludzików, nadać im charakterystyczne cechy zewnętrzne i przedstawić w sposób w jaki scharakteryzować można by ludzi.

Dzieci przeglądając ,,domki" wewnątrz owocu czy warzywa, dowiadują się co kryje się w jego środku, kto go zamieszkuję i co w nim robi. Początkowo opis na początku książki traktowali jak ściągę, po jakimś czasie, już bez tego potrafili rozpoznać pektynę , błonnik, witaminy i całą resztę.

Po takiej lekturze wiedza, że w ziemniakach dużo jest leniwej skrobi, a w marchewce pełno beta karotenu, który dba o ich cerę i oczy.

Nawet członkowie rodziny zostali przypasowani do witamin, podsłuchałam rozmowę z kanapy- ,,Mamusia to mi przypomina witaminę C, też jest ładna i tak się do nas nachyla jak coś do niej coś mówimy, a tata to na pewno witamina A, taka złota rączka no nie Antek?"

Książka tutaj (klik)

 

 

Układanka edukacyjna English words fruit &vegetables to prosta gra polegająca na dopasowaniu puzzli owoców i warzyw do ich angielskich nazw. Każdy element z napisem pasuje tylko do swojego obrazkowego odpowiednika, więc nie trzeba nazw tych od razu znać, można  metodą prób i błędów dopiero poznać. By gra się nie znudziła wymyślam im też inne warianty zabawy tą układanką. Antosia i Małgosię proszę np., by oddzielili owoce od warzyw, poukładali obok siebie wszystkie wyrazy na podaną przeze mnie literkę, pogrupowali kolorami, albo żeby wybrali trzy które najbardziej lubi dany członek naszej rodziny. Cena tej gry śmiesznie niska w porównaniu do zabawy i wiedzy jaką dostarcza.

Gra tutaj (klik)

owoce_i_warzywa_131

owoce_i_warzywa_10

Uwielbiam drewniane zabawki imitujące jedzenie, najchętniej obdarowywałabym nimi Gosię na wszystkie okazje,  w tym zestawie warzyw i owoców marki Plan Toys spodobała mi dołączona do nich taca i to, że dziecko może je kroić. Środki połączone są ze sobą rzepem z którym dołączony, drewniany nożyk świetnie sobie radzi. Radość dziecka, że kroi marchewkę tak jak mama -bezcenna. Bardzo solidnie, estetycznie wykonane, w ładnym pudełku (co ważne, jeśli myślimy o prezencie), bezpieczne. Zabawka na lata.

Znajdziecie tutaj (klik)

Udanej owocowo- warzywnej zabawy Kochani!

GoldieBlox recenzja

vanilia81

 goldieblox_11

Przyznam się na wstępie, że jestem beznadziejna w kwestiach technicznych. Przerażają mnie wszelkie instrukcje, nawet te w jajku niespodziance. Nie lubię, nie czuję bluesa i już. Nie tą półkule mózgową mam widocznie rozwiniętą.

Kiedy zostałyśmy z Mają zaproszone przez sklep Moncziczi do zrecenzowania zabawki GoldieBlox którą widzicie, o której zaraz opowiem (i na którą na końcu postu podam kod rabatowy), nie zastanawiałam się jednak długo. Zawsze dobrze sprawdzić na ile moja córka będzie musiała szukać męża inżyniera (jak mama) czy może jednak okaże się, że sama świetnie sobie z całym tym światem instrukcji i śrubek radzi. Uznałam też, że to dobra okazja, by poznać tak często nagradzaną w Polsce i na świecie zabawkę bliżej i w razie uznania napisać do Mikołaja w sprawie poszerzenia kolekcji…

Projektantka zabawek GoldieBlox  jest Debbie Sterling, która ukończyła inżynierię i zarządzanie na Uniwersytet w Stanford i zauważyła, że na kierunki  takie jak inżynieria, matematyka czy fizyka uczęszcza zdecydowanie mniej dziewcząt niż chłopców. Przyjrzała się tematowi bliżej i doszła do wniosku, ze dziewczynki tracą zainteresowanie naukami ścisłymi w wieku ośmiu lat. Postanowiła to zmienić, tworząc zabawkę, która zachęci dziewczynki do majsterkowania, rozbudzi ich kreatywność, a przede wszystkim da im szansę do postawienia kroku w tym kierunku. Przez dwa lata studiowała proces rozwoju dziecka, zgłębiła tajniki marketingu płci. Biorąc pod uwagę, że dziewczynki mają duże zdolności w czytania i pisaniu cały koncept postanowiła oprzeć na tych właśnie umiejętnościach.

Misją marki jest udowodnienie dziewczynką, że w przyszłości mogą zostać kim tylko chcą, a założeniem przełamanie stereotypu, że lalki służą tylko do przebierania w różowe sukienki, udowodnienie, że dziewczynki mogą majsterkować lepiej niż chłopcy.

Seria zawiera całe mnóstwo zestawów, akcesoriów, a nawet aplikacji. Znajdziemy tu klasyczne zestawy konstruktorskie (urządzenie do animacji, maszynę do robienia najszybszych obrotów, domek dla lalek zakręcony jak młynek), a także takie z lalkami właśnie (kolejka tyrolska, zestaw do skoku na spadochronie, który widzicie poniżej)

Wszystkie elementy zestawów są ze sobą kompatybilne i wykonane z bardzo wysokiej jakości plastiku, lalki mają ruchome kończyny i stawy. Z całą pewnością to zabawka na długie lata.

Tyle tytułem wstępu, a jak to wygląda u nas.

goldieblox_2

goldieblox_3

goldieblox_4

goldieblox_5

goldieblox_6

goldieblox_7

goldieblox_8

goldieblox_91

goldieblox_10

goldieblox_111

goldieblox_12

goldieblox_13

Maja nie wykazuje specjalnie zainteresowania klockami, majsterkowaniem, jej świat to pluszaki, kredki, książki, czasem lalki.

Nie mniej na widok lalki Ruby (która była nagrodą za piątki i szóstki z matematyki) bardzo się rozpromieniła. Z euforią przystąpiła do studiowania ulotki, budowania dla swojej lalki zestawu ze spadochronem. Szło jej bardzo dobrze, w jednym momencie (plecak) musiałyśmy szukać pomocy u taty, który pomógł jej na jednym z etapów.

Lalką bawi się  fajnie, Ruby sfruwa ze schodów, choć chyba częściej zdejmuje spadochron i przyjaźni się z długonogimi blond koleżankami w różowym kamperze... ;)

Sam zamysł zabawki podoba mi się, podejrzewam, że gdyby dać Mai jeszcze podstawowy zestaw konstruktorski, gdzie miałaby więcej części tj. osie, kółka, śrubki, możliwość kreatywnego tworzenia wielu różnych konstrukcji (nie tylko według pomysłów firmy) miałaby jeszcze lepszą zabawę. Pewnie napisze ten list do Mikołaja…

Z całą pewnością GoldieBlox spodoba się dziewczynką, które są fankami klocków (np. Lego friends), wykazują zdolności manualne, konstruktorskie, są cierpliwe (choć z drugiej strony ta zabawka świetnie cierpliwość u dzieci buduje, wzbudzając zainteresowanie, zmuszając do logicznego myślenia)

Naszym jako rodziców zadaniem jest pokazywanie dzieciom różnych zabawek. Moja młodsza córka Małgosia z wielka pasją bawiła się dziś np. resorakami brata. Bądźmy otwarci i pamiętamy, ze najważniejsze to pomóc naszym dzieciom by  miały w przyszłości możliwość robić to co kochają.

Zestawy GoldieBlox tutaj klik

Na zdjęciach również:

Biurko: Pinio klik

Lampka Lamps& Co klik , ramka klik

krzesło: Tripp Trapp Stokke (strom grey) : klik

Lightbox: klik

Regał na książki: Woodszczęścia: klik

 

Wooden Story

vanilia81

 wooden_story_1

,,Mówimy, że zabawki przyszły do nas z lasu, że jeszcze pachną drzewem i słychać w nich szum wiatru buszującego w liściach lub igłach. Dziadek Borowy, bo na nazwisko mamy Borowy mówił prawdę: „tworzenie dla dzieci daje radość również dorosłym”. Wiemy to bardzo dobrze. Stworzyliśmy Wooden Story z miłości do natury i dla szczęścia dzieci." 

Tak o firmie Wooden Story piszą jej twórcy. Piękna historia niezwykłej firmy, a niżej coś ode mnie, szczęśliwie obserwującej zabawę moich dzieci tymi zabawkami...

Od dwóch lat mieszkamy w lesie. W miejscu, które uwielbiamy, w którym czujemy się najlepiej na świecie. Zapach lasu, jego kolory i dźwięki są naszą codziennością. Naturalna sprawą stało się więc to,  że bardzo cenie drewno jako materiał z którego wykonane są przedmioty w moim domu. Także zabawki. Bezpieczne, przyjazne, piękne i ponadczasowe. Cała moja trójka ma zabawki firmy, o których chciałam Wam dziś opowiedzieć.

wooden_story_2

wooden_story_3

Zacznę od tego, czego można się spodziewać odbierając paczkę- od opakowania. Zabawki przez internet kupuję od 8 lat. Nie powiem zdarzają się produkty ładnie zapakowane, wstążeczka owinięte, z logo na taśmie, ale opakowanie Wooden Story wymiotło wszystkich. Ja te ich liczne grafiki na taśmie klejącej paczkę oglądałam z 15 min. Bity kwadrans gapiłam się jak zaczarowana. A potem zobaczyłam  trociny włożone do pudełka z klockami...

Klocki w ofercie mają różne, od klasycznych, w naturalnym kolorze drewna, po kolorowe, aż po te z napisami, które widzicie na zdjęciach. Zamówiłam je z myślą o Mai, która rozpoczęła naukę angielskiego. Chciałam by przyswoiła sobie nowe słówka. Ważne. Potrzebne w życiu bardzo.

Małgosia z pasją układa je w pudełeczku (a ja mam 5 minut na pomalowanie rzęs), Antek buduje z nich wieże, także zabawka rzec by można wiekowo uniwersalna. I jak one pachną...Od miesiąca już. Czasem wchodzę do pokoju Mai, gdy jej nie ma tylko po to by się nacieszyć zapachem tam panującym (wykończone są woskiem pszczelim i olejami roślinnymi pewnie dlatego).

wooden_story_5

wooden_story_6

wooden_story_10

wooden_story_7

wooden_story_8

wooden_story_91

Skrzynka na kółkach. Od niej wszystko się zaczęło, bo na markę trafiłam szukając takiej skrzynki właśnie. Na porozrzucane w salonie pluszaki, papcie nie do pary, samochodziki, klocki. Tak by z jej pomocą dół domu ogarnąć w 3 minuty wieczorem.

Albo żeby książki do przeczytania włożyć i przyciągnąć ją wieczorem do kanapy (Wydawnictwo Zakamarki polecam przy okazji z ,,Inwentarzem drzew" na czele). Skrzynia pięknie wykonana, kółeczka cichutkie, nierysujące i szczęście całe, bo jak w ciągu dnia pusta stoi to do wożenia dzieci przez siebie nawzajem wykorzystywana jest nagminnie. Wypada więc w tym miejscu dodać- wytrzymała. Jest też wersja w pełnymi bokami, dokupić można pasujący do środka lniany worek, jeśli np. drobne rzeczy planujemy w nim przechowywać.

wooden_story_11

wooden_story_12

wooden_story_13

wooden_story_14

No i wózek...O tym wózku to by bajkę można napisać albo piękny wiersz przynajmniej. Majstersztyk wykonania, dbałość o detale niesamowita. Jednym palcem jesteśmy w stanie go okręcić o 360º. Cichutki. Sunie po podłodze czy trawie jak sanki po puszystym śniegu. Do zdjęć tylko na ogródek go zabrałyśmy, na co dzień służy do zabawy w domu i częściej niż lale czy misie wozi się rodzeństwo wzajemnie. Wytrzymały pieruńsko, nie raz mimo moich set razy powtarzanych ,,uważajcie", ,,bo go zabiorę i schowam na strych" przydzwonił w ścianę czy stół, bez szwanku dla niego (ścianę się zagipsuje czy coś ;)

Podobnie jak skrzynia, podłóg nie rysujący ( koła gumą zabezpieczone). Z drewna z certyfikatem FSC (jak zresztą wszystkie ich zabawki), pokryty białą, wodną, ekologiczną farbą. No i ta biel, te szare dekory. Wart każdej złotówki, która kosztuje. Każdej.

Moje córki bawią się 80 letnim, miniaturowym kredensikiem mojej babci (którym bawiłam się rzecz jasna również ja). Mebel ten ( który z pewnością doczeka się osobnego postu), nie jest zrobiony z wyselekcjonowanego drewna, a wybawił kilka pokoleń i będzie służył dalej. Tym bardziej jestem przekonana, że wózkiem Małgosi będą się bawiły moje wnuki.

Apel więc taki z lasu przed Dniem Dziecka głoszę, dajcie sobie choć na chwilę spokój z tą świecąco- grającą chińszczyzną na baterie. Przeczytajcie dziecku fajną książkę, kupcie drewniane klocki. Zamienicie ,,made in China" na  ,,Made in The Beskidy Montains Poland" Ukłońcie się naturze. Wybierzcie na spacer do lasu. Kukułki posłuchajcie.

Polecam. Firmę. Zabawki. I Las...

Klocki tutaj

Skrzynia tutaj

Wózek tutaj

wooden_story_15

wooden_story_161

 

Kuchenne rewolucje z marką Tidlo

vanilia81

Po dziewiątej...

Po dziewiątej starsze moje dzieci są wyprawione do szkoły i przedszkola, zmywarka jest opróżniona, blaty pościerane, papcie porozrzucane poskładane, łóżka pościelone, pranie już nawet często rozwieszone.

I wtedy mamy z Małgosia czas. Ten taki tylko dla nas.

Są dni kiedy wieże z klocków układamy, książeczki czytamy, do ogródka wychodzimy, na zakupy jeździmy, a ostatnio...Ostatnio sporo gotujemy.

I podczas tej zabawy najbardziej lubię ją obserwować. Zastanawiać się skąd ona wie, że jajka sadzone to na patelni trzeba smażyć, a nie do garnka  włożyć, skąd że podając mi drewnianą babeczkę ,,kawke tes?" zapytać. I że te babeczki to do piekarnika, a nie do zlewu się wkłada. Ile to taka główka malutka już zaobserwowała w życiu, przyswoiła.

To nie jest tak, że ja jej na siłę wpoić model chcę taki, że miejsce kobiety jest w kuchni (bo uwierzcie, że choć piec lubię to gotować nie cierpię...) Pokój Gosi sąsiaduje z pokojem Antka, a w nim milion samochodzików, zamki, piły, młotki i śrubki zabawkowe. Ma do nich dostęp. Nigdy nie zainteresowała ją żadna z tych rzeczy.

Skoro więc lubi te jajka smażyć, babeczki piec i garnki myć, to niech smaży, piecze i myje! Bo czy w życiu nie jest szczęściem robić to co się kocha najbardziej?kuchnia tidlo country

 

country_Tidlo_16

country_Tidlo_151

country_Tidlo_17
country_Tidlo_121

country_Tidlo_14

Poszukiwania idealnej kuchni do zabawy trwały dłużej niż mojej prawdziwej. Plastikowe odpadły natychmiast. Starsza córka miała taką, najlepszej chyba firmy, a szału nie było. Była niska, szafki kiepsko się otwierały, naklejki pozdzierały, baterię trzeba było na okrągło wymieniać, jakieś akcesoria z niej zostały i tyle pamietam.

Teraz wiedziałam, że musi być drewniana i ma pasować do stylu naszego domu, bo to przecież mebel niejako.

Różu nie chciałam, no może pudrowy odcień by mnie skusił, ale nie znalazłam w Polsce takiej. 

Kuchnia Tidlo Country zdobyła moje serce natychmiast. Jestem fanką wiejskich klimatów, uwielbiam angielski cottage (notabene producentem jest firma z Anglii właśnie), więc kuchnia jakby z moich snów wyjęta. Połączenie pastelowego błękitu z bielą jest w mojej ocenie urocze i przemyślane, bo w takiej kuchni świetnie będzie się czuł również mały mężczyzna. 

Kluczową sprawą było to, żeby kuchnia nie była za niska. Ta kuchnia ma wysoko ustawiony blat (58 cm), a to gwarantuje, że posłuży dziecku dłużej (to istotne przy zakupie nie taniej przecież zabawki). Nie widzę sensu w zabawie kuchnią 4- latki, która musi klękać na kolanach, by móc się nią bawić.

Ważne dla mnie było, by oprócz klasycznego zestawu piec + piekarnik, zawierała też zlew i miejsce do przechowywania kuchennych i kulinarnych skarbów. Zarówno piekarnik jak i szafka pod zlewem zamykane są na magnes i posiadają wyjmowane półki (piekarnik czarną, szafka błękitną) i są naprawdę pakowne. To dobrze nie potrzebny będzie w pokoju dodatkowy kosz czy skrzynia by te rzeczy pomieścić.

 kuchnia tidlo countryMałgosia w styczniu skończyła dwa lata. Nie jest mała jak na swój wiek, a jak widać na zdjęciach musi się nagimnastykować, żeby ściągnąć z kuchni drewniane elementy. Moim zdanie idealna będzie dla 4-5 letniego dziecka (tyle ma mój syn i wysokość jest dla niego idealna). Niemniej warto ją kupić już np. drugie urodziny, bo dziecko już  zdoła się nią bawić, a będzie ja miało dłużej. 8- letnia Maja nadal nie musi przy niej kucać, jedynie trochę pochylić by coś ,,ugotować"! 

Kuchnia wykonana jest doskonale. To taki rodzaj produktu z gatunku ,,wiemy za co płacimy". Przemyślane detale, takie jak ruszający się kran, to że przekręcając pokrętła w kuchence słyszymy charakterystyczny dźwięk klikania, albo uchwyty po jej bokach sprawiające, że z jej przenoszeniem poradzi sobie nawet mama.

kuchnia tidlo country

country_Tidlo_13

country_Tidlo_81

country_Tidlo_61
country_Tidlo_10

country_Tidlo_11

country_Tidlo_19

country_Tidlo_18

Nad kuchennym blatem znajduje się zegar z ruchomymi wskazówkami (szczególnie Antek przypodobał sobie kręcenie nimi, więc przejdą prawdziwy test wytrzymałości), miejsce do zawieszenia drewnianych przyborów kuchennych oraz półeczkę na której można ustawić pojemniki na sól i pieprz, czy płyn do naczyń, które są częścią zestawu.

kucnia tidlo country

country_Tidlo_9

Jej wady? Hm czy ja w tym zauroczeniu, zaślepieniu jej walorami zdołam wadę znaleźć?

Cena. No nie ma co ukrywać nie jest niska, ale jeśli ma się z nią do czynienia na żywo, nie ma wyjścia, trzeba przyznać, że najzwyczajniej w świecie jest jej warta.

Jestem natomiast fanką prezentów składkowych. Kiedy policzymy sobie ile my, babcie, dziadkowie, ciocie, wujkowie wydajemy łącznie na prezenty na urodziny dziecka naszego, może się okazać, że jest to kwota nie mniejsza. Nie mówiąc już o sytuacji, kiedy chodzi o prezenty pod choinkę i mamy w domu dwie potencjalne małe kucharki/ dwóch kucharzy...

Zawsze biorę też pod uwagę to, że mając do czynienia z produktem takiej jakości pobawi się nią nie jedno czy dwoje dzieci i kiedy nasze dzieci z niej wyrosną, kuchnia nadal będzie miała pewną wartość i  tylko od nas tylko zależy czy ja komuś odsprzedamy, czy zachowamy dla wnuków...

Co jeszcze w kwestii wad? W tej cenie producent mógł pomyśleć o jakimś garnku czy patelni i marchewce ,,na start", żeby móc tą debiutancką zupę ugotować. 

Większość dzieci ma z pewnością coś do gotowania na stanie, jeśli jednak nie, dobrze o tym pomyśleć, albo po prostu ,,gotować" prawdziwy makaron w miseczce plastikowej.

kuchnia tidlo country

Wymiary kuchni:

77 cm szer. x 36 cm gł. x 92 cm wys.

Zapakowana jest w karton 80 cm x 50 cm x 18 cm.

Zręcznemu tacie skręcanie zajmie pół godziny (polecam więc złożyć ją wcześniej, jeśli dziecko jest małe i niecierpliwe)

Nakręciłam nawet filmik, kawałek na instagramie moim można zobaczyć. Streszczając zatkało ją z wrażenia i mowę odjęło.

Załączone wyposażenie:

  • 3 drewniane akcesoria kuchenne (łyżka, widelec, szpatułka)
  • pojemniki na sól i pieprz
  • plastikowa miseczka
  • butelka z płynem do naczyń.

kuchnia do kupienia z sklepie Piccoland

na zdjęciu widać także:

zestaw naczyń i akcesoriów kuchennych Tidlo

drewniane muffinki Tidlo

materiałowe jajko i bekon - Ikea (chyba już niedostępne)

 

© Ciasteczkolandia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci