Menu

Ciasteczkolandia

Recenzje książek

Beż & krem...(recenzja książek o szczęściu)

vanilia81

Julia_Rozumek__hygge_1

Zastanawiając się nad tytułem tego postu, zdałam sobie sprawę, że najmilszym mi kolorami tej zimy były beż i krem. Bo i kanapę mam beżową i koc podszyty minky w tym kolorze i świece, które paliłam na okrągło w ostatnich miesiącach w tych tonacjach były. Ukochana książka ma beżową okładkę, a wszystkie wypite kawy opatulone były przecież kremową pianką.

O książkach idealnych do czytania pod kocem dziś będzie. Tak na te ostatnie zimowe wieczory...

Pamiętam, że pisząc rok temu o książce Iwony Wiśniewskiej (klik) myślałam, że pewnie długo będę musiała czekać na kolejne, tak piękne, mądre, dojrzałe i głębokie kobiece opowiadania. Okazuje się, że czekałam tylko niespełna rok, bo książkę, która jest zbiorem czteroletnich zapisek blogowych wydała Julia Rozumek (nomen omen obie autorki są koleżankami). Że z Julią się znamy, pamiętacie może z tego postu (klik), co nie zmienia faktu, że gdybyśmy nigdy czasu na rozmowę wspólną nie znalazły, to mój zachwyt książką byłby mniejszy. Z pewnością nie.

Każde z opowiadań w tej książce (a jest ich sporo, książka ma prawie 400 stron) jest swoistym drogowskazem ku szczęściu. Taką lupą dzięki której możemy pewne rzeczy w naszym, często pędzącym życiu dostrzec. Julia magią słowa sprawia, że czytelnik na chwilę zwalnia. Drobiazgi dostrzega, dobrym człowiekiem chce być. Przypomina sobie, a czasem wręcz odkrywa, że szczęście to obrazek stworzony z drobnych puzzli i że te puzzle pod nogami leżą, tylko nie zawsze się je widzi albo sięgnąć mu się po nie nie chce, bo czasu mało na takie pierdoły, bo wygodniej ponarzekać.

Książka utwierdza w przekonaniu, że dom i rodzina jest absolutnie wszystkim. Początkiem i końcem. Wszechświatem całym. Można się przy niej pośmiać, choć łzy, które uronicie czytając ją będą raczej tymi ze wzruszenia... Może się zdarzyć, że czytając tekst któryś ukuje zazdrość, a z pewnością skłonią do refleksji nad życiem, codziennością, uświadomią jak wiele zależy od nas samych.

Julia każdym opowiadaniem z życia swojego, czy ludzi na swej drodze spotkanych uczy szacunku, cierpliwości, spokoju i pokory. Daje się poznać jako najzwyklejsza kobieta, która po prostu z sił całych o swoje szczęście walczy i buduje je każdego dnia.

Czyta się ją lekko, bo językiem wyjątkowym jest pisana, takim co to go w szkole nie nauczą. Takim, że albo się go nosi w sercu, z domu może wyniesie, albo się go nie ma i już. I jak sobie pomyślę, o jej pani polonistce, co  tłuste włosy miała, gumką recepturką spięte, która za każde słowo wypowiedziane czy napisane ,,dwóje"  jej wlepiała, to śmiać mi się chce strasznie...I jako czytelniczka wdzięczna jestem jej tacie bardzo, ze po rozmowie z tą panią odbytą powiedział Julii ,,nie przejmuj się nią za bardzo, rób swoje"...

To taka książka, gdzie z każdą przełożoną kartką żal w człowieku większy, że ku końcowi się zbliża. Na szczęście do tych opowiadań można wracać. Powinno się nawet. I to nie tylko pod kocem, bo pewna jestem, że na wakacje też ją ze sobą wezmę, by na piasku leżąc poczytać.

Z serca całego polecam, zalecam, namawiam...Zróbcie sobie prezent na Dzień Kobiet i dajcie znać potem, że było warto...

Książka do nabycia w sklepie Julii tutaj (klik)

 Julia_Rozumek__hygge_2

Julia_Rozumek__hygge_3

Julia_Rozumek__hygge_4

    

Julia_Rozumek__hygge_6

Julia_Rozumek__hygge_7

Julia_Rozumek__hygge_8

Julia_Rozumek__hygge_9

Julia_Rozumek__hygge_10

Julia_Rozumek__hygge_11

Tak, wiem. Nie kupuje się książki po okładce, no ale ja w tym przypadku się powstrzymać nie mogłam. Ja ją oczami wyobraźni widziałam jak się w zimowy wieczór mieni w blasku świecy i nie wyobrażałam sobie, by jej treść mogła zawieść.

I nie zawiodła. ,,Hygge. Duńska sztuka szczęścia" Marie Tourell Soderberg to bardzo przyjemna w odbiorze książka. Hygge to wyraz, który jest nieprzetłumaczalny dosłownie na język polski, ale mieści w sobie wszystko co związane ze szczęściem, ciepłem, bliskością, a co odnaleźć możemy w zwykłych na pozór, codziennych czynnościach.

Autorka bardzo dogłębnie przybliża tą duńską filozofię, która sprawia, że Duńczycy od lat uważani są za najszczęśliwszych ludzi na świecie. Opatrzona wieloma zdjęciami, znajdziecie w niej nawet przepisy kulinarne. Przyjemna, ciepła, ciekawa no i piękna. Idealna lektura na zimowy czas.

Zamawiałam ją tutaj (klik)

Julia_Rozumek__hygge_12

Julia_Rozumek__hygge_13

Julia_Rozumek__hygge_14

IMG_7766

IMG_7713

Jeśli temat hygge Was zaciekawił to polecić też mogę książkę J.Alexander i I. Sandahl ,,Duński przepis na szczęście" (klik). W tej książce autorki nacisk położyły na metody wychowania dzieci w duchu hygge właśnie. Przeanalizowały co sprawia, że duńskie dzieci wyrastają na szczęśliwe, odporne na przeciwności losu, zdolne do podejmowania decyzji. O ile sceptycznie do poradników podchodzę, to z czystej ciekawości do tej książki zajrzałam i ku radości mojej okazało się, że poprzez tą naszą wyprowadzkę na wieś, rezygnację z zajęć dodatkowych dla dzieci i postawienie na zabawę i spędzaniu wolnego czasu rodzinnie, wychowujemy je bardzo hygge, więc  mam nadzieję, ze wyrosną na szczęśliwych ludzi... ;)

Na zdjęciach także:

koc: La Millou (klik)

kubek emaliowany: The Muggiest (klik)

świeca: Yankee Candle (klik)

Raz jeszcze polecam powyższe książki i mnóstwa ciepłych chwil  z rodziną i dobrą lekturą, oczekując nadejścia wiosny Wam życzę.

 

O liściach...(książki, ciasteczka i takie tam..)

vanilia81

licie_5

Jesień rozgościła się na dobre i mimo całej mojej sympatii do niej stwierdzić muszę, że żal mi dzieci, bo latem całymi dniami na dworze biegają, tyle do zobaczenia, odkrycia, zbudowania, poznania mają, a jesienią mocno to ich życie na łonie natury ograniczone jest.

Staram się więc jakoś im te deszczowe popołudnia organizować, tak by domu z nadmiaru energii w pył nie rozniosły, no i nauczyły się czegoś.

W szkole Mai temat liści na tapecie cały październik były. Uczyła się o drzewach, liściach, lesie. Wieczoru jednego przypomniało jej się, że na następny dzień ma zrobić zielnik. Jakaś siódmy zmysł matki, bo nie wiem jak to tłumaczyć sprawił, że na spacerach zbieraliśmy liście i suszyłam je pomiędzy kartkami grubej Kuchni Włoskiej. Robert na tyłach ogrodu zły na nią okropnie (że taka roztrzepana ,,po mamie") zbierał jej jeszcze co ciekawsze gatunki, przy kominku w trybie last minute suszył, żeby ich więcej wkleić mogła. W tym miejscu dodam (by podkreślić, że po matce oprócz roztargnienia również szczęście w życiu dziecko ma), iż okazało się, że ten zielnik to dla chętnych był, dwie osoby zrobiły tylko i szóstkę młoda zgarnęła.

I jakoś tak w związku z powyższym te liście u nas na topie ostatnio...

Polecić Wam dziś chciałam trzy książki dla dzieci o drzewach i liściach właśnie.

licie_17

Pierwsza z nich wydawnictwa Zakamarki jest z nami od roku, ale nieustannie zachwyca, ślicznymi rysunkami, ciekawostkami o drzewach. Znajdziemy w niej także gatunki drzew nie występujące w Polsce. Z tej samej serii ukazał się również ,,Inwentarz zwierząt", równie fajny. I nie wiem jak to wytłumaczyć, ale każda nowy gość w pokoju Antosia bierze ją do ręki i ogląda.

,,Inwentarz drzew" tutaj (klik)

Klocki Wooden story tutaj (klik)

Kura La Millou tu (klik)

"Drzewo" autorstwa Katarzyna Bajerowicz to nowość wydawnictwa Nasza Księgarnia. Książka o niezwykłej formie, inna niż wszystkie. Można ją oglądać w tradycyjny sposób, strona po stronie, a po wyrwaniu jej grubych, solidnych kartek ułożyć z nich układankę XXL. Obrazek do ułożenia przedstawia duży dąb, a wokół niego całe mnóstwo towarzyszących mu roślin, zwierząt, owadów. Na odwrocie każdej karty znajdziemy  informacje, ciekawostki i zadania przyrodnicze.

Książka zainteresowała całą moją trójkę w wieku 3-8 lat. Oprócz klasycznej wiedzy dostarcza dzieciom sporo zabawy przy układaniu obrazkowej układanki (mój 5-letni Antoś sprawnie poradził sobie z jej ułożeniem poradził). Ładnie wydana i dopracowana ( po wyrwaniu, dzięki specjalnej gumce na okładce z książki tworzy się rodzaj teczki i karty nie wypadają).

Można ją zamówić tutaj klik

Książka tutaj: (klik)

Podkolanówki Małgosi tutaj: (klik)

Kolejna książką, której autorka zadbała o to by zaciekawić małego czytelnika jest wydana przez wydawnictwo Tatarak książka ,,Co kryje las". Na pierwszy rzut oka mało atrakcyjne dla dziecka. Niebiesko-żółto- czerwone, skromne ilustracje, stają się prawdziwie magiczne dopiero gdy zaczniemy oglądać ją z pomocą dołączonych do nie trzech lup. Na obrazkach naszym oczom ukazują się wówczas rośliny i zwierzęta, tworząc barwną opowieść o życiu lasu i jego mieszkańcach. Książka tłumaczy zjawiska przyrodnicze takie jak deszcz czy susza, rozbudza dziecięcą wyobraźnię. Zaskakująca i ciekawa. Mąż mój oglądał i czytał ją z zachwytem od deski do deski i orzekł, że ktoś ( Aina Bestard) miał genialny pomysł. Potwierdzam i polecam.

 

 co_kryje_las_2

 co_kryje_las_3

co_kryje_las_4

co_kryje_las_5

co_kryje_las_6

Książkę znajdziecie tutaj (klik )

A kiedy nie czytamy pieczemy ciasteczka w kształcie liści...

licie_9

licie_10

licie_16

licie_11

ciasteczka_listki_z_syropem_klonowym_21

Przepis na ciasteczka listki z syropem klonowym znajdzie tutaj (klik) (polecam naprawdę pyszne!) .

Foremki Home & you (klik) i Ale dobre (klik)

Puszka na ciastka Artisanhome & Garden (klik)

Kiedy zaglądam do pokoju Antosia na jego pościel i plakat nad łóżkiem, wszystko  autorstwa zdolnej, sympatycznej i ślicznej (kolejność tych cech jest przypadkowa) Małgosi z Las i Niebo, to sobie myślę, że nie ma siły, żeby on sobie nazwy tych liści nie przyswoił. Wróże mu nawet karierę w naszym nadleśnictwie... ;)

licie_18

licie_8

Pościel, narzutę, poduszkę i plakaty z kolekcji Liście znajdziecie tutaj (klik), (zobaczcie też koniecznie kolekcję kwiaty polne- klik, cudo!)

Lampka ,,a" Little lights (klik)

Dywanik Cottonove love (klik)

Kochani miłych, kreatywnych jesiennych popołudni z dziećmi Wam życzę...

 

,,Anatomia farmy"

vanilia81

Anatomia farmy Julia Rothman książka o wsi dla dzieci

Oj zła jestem na siebie bardzo, bo o tej książce chciałam Wam opowiedzieć już dawno. To pierwsza książka, jaka kupiłam dzieciom, kiedy dwa lata temu przeprowadziliśmy się na wieś i jedna z naszych ulubionych.

Nie wyobrażałam sobie jednak pisać o niej, nie przeplatając w tą opowieść zdjęć kilku z życia moich dzieci na wsi i teraz mając wpis gotowy, chcąc podlinkować ją okazało się, że ani w mojej ulubionej księgarni (nieprzeczytane.pl), ani w żadnej innej nie jest dostępna. Nakład się wyczerpał i tyle. Liczę bardzo, ze ukaże się kolejny, bo książka jest w mojej ocenie genialna (nie bardzo też wiem, co będę mogła sprezentować zaprzyjaźnionym z nami dzieciom...)

Jeśli uda się Wam ją jakimś cudem  zdobyć to z serca całego polecam, a żeby zdjęć nie marnować, wrzucam tu wraz z kilkoma naszymi wiejskimi kadrami.

Na pocieszenie podaje przepis na kruche owsiane ciasteczka z tej książki (klik)


Anatomia_farmy_5

Anatomia_farmy_6

Anatomia_farmy_7

Anatomia_farmy_9

Anatomia_farmy_8

Anatomia_farmy_10

Anatomia_farmy_11

Anatomia_farmy_12

Anatomia_farmy_13

Anatomia_farmy_14

,,Anatomia farmy" powinna być lekturą obowiązkową zarówno dla dzieci które na wsi mieszkają, mniej lub bardziej czynnie na co dzień w tym prawdziwym wiejskim życiu uczestniczą, żniwa obserwują, jajka z kurnika przynoszą, jak i dla małym mieszczuchów, których widok krowy przyprawia o zdziwienie. Każde dziecko bowiem odkryje w tym ilustrowanym przewodniu coś nowego, coś o czym do tej pory nie wiedziało.

Książka to skarbnica wiedzy dotycząca wszystkiego co moglibyśmy włożyć do pudełeczka z napisem wieś. Informacje przekazane za pomocą słowa i fantastycznych obrazki autorki Julii Rothman z pewnością przypadną do gusty nie tylko najmłodszym.

Przeczytamy i pooglądamy np. jak zbudowany jest ul, jakie występują rasy królików, kur. Nauczymy się o zioła, zbożach, poznamy budowę wielu urządzeń.

Poznamy przepis na masło ziołowe, ciasto marchewkowe czy ciasteczka z orzechami i czekoladą...

Bardzo. Bardzo polecam...

Piknik...

vanilia81

piknik_la_millou_2

Lato na wsi dla dziewczynek takich jak moja Maja to dla jeżdżenie na rowerach, spacery, zbieranie polnych kwiatów, zaplatanie wianków, gonienie motyli, chwil i emocji. To śmiechy i kłótnie z dziećmi z sąsiedztwa. Szaleństwa w basenie, zabawa w ,,sprzedaż lemoniady". To czas lenistwa. U nas to także czas pikników, czasem w lesie, czasem w przydomowym ogródku.

I tak Maję moją obserwuję jak się zmienia, dorasta. Uwierzyć nie mogę, że książki sama potrafi czytać. Jej relację z rówieśnikami podglądam, rozmowy takie rozumne już bardzo. Z sąsiadką- rówieśniczką Patrycją potrafią po śniadaniu się spotkać i do kolacji trudno im się rozstać, choć jak na kobiety przystało mają też swoje ciche dni ;)

Z aparatem popołudnia jednego na ogródek wyszłam by to jej lato uchwycić w kadrach. Bo lato za rok będzie już pewnie trochę inne...

piknik_La_Millou_1

piknik_la_millou_3

piknik_la_millou_4

piknik_la_millou_5

piknik_la_millou_6

piknik_la_millou_7

piknik_la_millou_8

piknik_la_millou_9

piknik_la_millou_10

piknik_la_millou_11

piknik_la_millou_12

piknik_la_millou_13

piknik_la_millou_14

piknik_la_millou_15

piknik_La_Millou_16

piknik_La_Millou_17

piknik_La_Millou_18

piknik_La_Millou_19

piknik_La_Millou_20

piknik_La_Millou_21

piknik_La_Millou_22

piknik_La_Millou_23

piknik_La_Millou_24

piknik_La_Millou_25

piknik_La_Millou_26

Przepis na batoniki musli z morelami i sezamem znajdziecie tutaj (klik).

Przepis na muffiny orkiszowe z jeżynami tu (klik)

Ławeczka- drewniana, szara ze stolikiem. Ukochana nasza, niezawodna, zawsze pod ręką. Tak ją lubimy, że trudno nam się na ogródku bez niej obejść- I haha vinatge (klik)

Koc / mata piknikowa-  Mamy też matę piknikową z tworzywa sztucznego, większą nawet, ale jeszcze nie zdarzyło się, żeby dzieci mając wybór wzięły sobie same, na ogródek tamtą. Komfort leżenia na tej jest bowiem nieporównywalnie większy. Podszyta wodoodpornym ortalionem, sprytnie się ją zwija, posiada wygodnie ucho do zawieszenia na ramię czy rączkę roweru i choć bałam się, że jej jasne brzegi brzegi, będą się brudziły to jakoś szczęśliwie nie ( są inne wzory i kolory). Po praniu (jeżyny z muffinek na niej wylądowały...) jak nowa. Rozmiar taki, że 3 dzieci wygodnie się na niej bawi, nasza 5 osobowa rodzina na wycieczkach rowerowych też się tyłkami mieści. Zimą mam plan rozkładać ją w salonie jako matę do zabawy. La Millou (klik), nasz to ten white plum -ecru. 

Kura babci Dany- o tych kurach (bo mamy trzy, żeby się dzieci nie pozabijały...) to trzeba by było cały post napisać. Jak nam dnia każdego służą, jakie walki się toczą na kanapie w salonie, gdy pod ręka jest tylko jedna. Jak zdarzyło się, że Małgosia na pół wsi w aucie płakała, aż uległam i do Lidla na zakupy kura z nami jechała... La Millou (klik) ta na zdjęciu to coral mint bambi.

Kart do gry w czarnego Piotrusia lub memory, z bohaterami znanych z pościeli tej marki. La Millou (klik)

Kosz piknikowy- dokładnie o takim marzyłam. Wiklinowy, wystarczająco pojemny, z talerzykami, sztućcami, wkładem termoizolacyjnym i nawet szklanymi kieliszkami i korkociągiem w komplecie jak by ktoś np. za miasto z winem i mężczyzną życia chciał się wybrać. No i te różyczki na materiale wewnątrz...home and you (klik)

Różowa puszka na ciastka- choć (nieudolnie) staram się walczyć z nadmiarem koloru różowego w domu, tej pastelowej wersji nie dałam rady się oprzeć. Porządna, gruba, szczelna, solidna. Jest cała seria tych puszek na kawę, herbatę... home and you (klik)

Zielona butelka. Szklana, w klimacie vintage. Nie przecieka. Na wodę z cytryną, kompot. Fajna bardzo. home and you (klik)

Książki o Pippi  - Pippi kończy w tym roku 71 lat, co nie zmienia faktu, że pozostaje mistrzynią ciętej riposty i szalonych pomysłów. Pamiętam jak w dzieciństwie na balu przebierańców koniecznie chciałam być  przebrana za Pippi i mama wkładała mi druty do warkoczyków...To  jedna z pierwszych książek Mai, które przeczytała z ochotą, samodzielnie zaśmiewając się przy tym do łez.. Jeśli pamiętacie Pippi ze swojego dzieciństwa wiecie, jak zabawne teksty mogą zawierać te książki w formie komiksu. Polecamy. Wydawnictwo Zakamarki (klik)

Seria o słoniku Pomelo to coś dla młodszych czytelników (klik)

Pięknych, słonecznych, wakacyjnych dnia Wam Kochani życzę....

 

,,Smak szczęścia" Agnieszka Maciąg - recenzja

vanilia81

 smak szczęscia ganieszka maciąg

Smak szczęścia... Tak mogłabym pewnie nazwać tort czekoladowy z migdałową praliną, pocałunki mojego męża, czy herbatę z ogrodowej mięty podanej w letnie popołudnie. „Smak szczęścia” to tytuł książki Agnieszki Maciąg. Dla mnie najładniejszy tytuł o jakim słyszałam. Poważnie! Po kilku latach książka doczekała się (nakładem wydawnictwa Otwartego) drugiego wydania.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam jej okładkę uśmiechnęłam się. Bo zdjęcie jakby w moim ogródku zrobione.

Bo przecież te liście. Ten sweter kremowy. Te jeansy. Te kalosze. To szczęście...

Otwieram pierwsza stronę...

smak szczescia

Słonecznik!

Ukochane moje. Wspomnień  z nimi tyle, ile ich rośnie na toskańskich wzgórzach w sierpniu. Sentymeny ogromny mam...

Wertuje dalej...Dedykacja...

,,Tę książkę dedykuję Tobie ♥ "

Z takim szacunkiem do czytelnika można...I to serduszko...Ach.

Książka podzielona jest na rozdziały: Dieta. Uroda. Wewnętrzna harmonia. Joga. Natura. 

 smak szczescia

Nie jestem zielona w kwestiach zdrowego odżywiana. O bardzo wielu faktach, które Agnieszka tu opisuje wiedziałam. Jednak czytałam ją z zaciekawieniem i ogromną przyjemnością, bo ta książka jest inna. Napisała ją kobieta i to daje się odczuć na każdej stronie. Emanuje z niej ciepło, czyta się ją jak opowieść, z zaciekawieniem a nie jak przynudnawy podręcznik. Przeczytamy w niej o dietach, produktach spożywczych, poznamy sporo przepisów kulinarnych. Dowiemy się jak zrobić domowe kosmetyki, poznamy właściwości ziół. Niewiarygodne jak wiele wiedzy zawiera. Gdybym miała mieć w domu jedną książkę o tej tematyce, z całą pewnością oddałabym nawet taki światowy bestseller jak ,,Odżywianie dla zdrowia" zostawiając sobie ,,Smak szczęścia". 

smak szczescia

smak szczescia

Choć temat jogi jest mi (póki co) obcy, to dobrze, że ten temat został w książce poruszony. On tam po prostu świetnie pasuje, jest potrzebny.

smak szczescia joga

Rzecz na którą ja, estetka, miłośniczka dobrej fotografii (nie tylko kulinarnej, ale też tej codziennej, jak zwykłam ja nazywać) jestem usatysfakcjonowana. Uwierzcie zdarzyło się nie raz, że otrzymałam do recenzji książkę, ale jej zdjęcia były w mojej ocenie tak fatalne, że wolałam jej temat przemilczeć, nie wypowiadać się na jej temat wcale.

smak szczescia

Nie będę zmyślać, że zdjęcia żywności i kwiatów zawarte w książce powaliły mnie na kolana, bo tak nie jest. Nie jestem zwolenniczka robienia zdjęć w pełnym słońcu (choć podejrzewam, że tu był to zabieg celowy), ale to staje się mało istotne, ponieważ w książce sporo jest zdjęć samej autorki, a one są, jak Agnieszka- prześliczne. Pewnie kiedy zdjęcia robi mąż, łatwiej zachowywać się naturalnie czy patrzeć w obiektyw z miłością (autorem zdjęć jest Robert Woliński, znany fotograf, prywatnie mąż Agnieszki).

smak szczęścia

,,Smak szczęścia" jest lekturą niezwykle wartościową. Zawiera informacje, o których każda kobieta, chcąca mądrze dbać o siebie i najbliższych powinna wiedzieć. Rady, wskazówki zawarte w tej książce, w mojej ocenie pomagają budować wewnętrzną harmonię, która jest przecież najlepsza drogą do szczęścia. To jest jedna z tych książek, które zachowam w głowie, serce i regale na zawsze.

Książkę możecie zamówić tutaj

smak szczęscia anieszka maciąg

,,Ona ma siłę"

vanilia81

ona ma siłę Iwona Wiśniewska

Nie zdarza mi się to często. Bardzo sporadycznie powiedziałabym. Czasem w zakamarkach internetu spotykam kogoś i z miejsca wiem, że to jest to... Na jej bloga Ona ma siłę ( a chyba wcześniej instagram) trafiłam kilka tygodni temu i od razu wiedziałam, że mogłabym z nią dwie noce przegadać. Albo trzy. Wypić dzbanek kawy z jej ekspresu ,,za milion dolarów". Na blacie w jej kuchni siedząc, jeść lody prosto z jednego z tych wielkich, amerykańskich pojemników, do których je pakują. Chciałabym z nią faworki na piwie smażyć ze 100 letniego przepisu Jej babci i nie przeszkadzałoby mi, że od oleju włosy mi śmierdzą.I ubrania.I dom cały.

Rozmawiać o tym jaką jazdą bez trzymanki jest wychowywanie trójki dzieci. I o tym, że to najpiękniejsze co mogło nas spotkać. O nerwach związanych z urządzaniem domu, o lampach do kuchni, książkach wartościowych i o przyjaźniach z dzieciństwa. O tym ile fajnego wokół i jak z tym co niefajne radzić sobie...

Iwona Wiśniewska. Niedawno wydała książkę pt. ,,Ona ma siłę", spełniając tym samym swoje marzenie. I o tej książce chciałam Wam dziś opowiedzieć...

,,ona ma siłę

Tylko, że nigdy w życiu nie pisałam o książce tak ważnej dla mnie. Tak wyjątkowej. I dlatego w tym zachwycie, w tym zawstydzeniu, aż mi brakuje słów, choć przecież ta dużo chciałabym napisać.

Książek czytam sporo. Mam więc porównanie. Ostatnio ,,Wybór Zofii" Styrona, Paulline Simons wzdłuż i wszerz i od mądrości kipiącego Wiesława Myśliwskiego, ale książka Iwony jest inna. Jest absolutnie wyjątkowa.

Książka marca.Tej zimy. Roku całego, choć on dopiero się zaczął.

Na ten moment, to książka numer jeden w moim sercu.

ona3

Książka to zbiór opowiadań, napisanych tak niebanalnie, tak pięknie, że aż dech zapiera. O zwykłych rzeczach Iwona potrafi pisać niezwykle. W detalach dnia odnajduje piękno, nawet gdy pada deszcz, gdy wszystko się wali, gdy sił brakuje, ona się stara szczęście zauważyć i łapie je w siatki. Jak motyle...I tłucze nam do głowy, że tylko od nas samych zależy czy będziemy szczęśliwi.

Przemyśleń w tej książce mnóstwo, o życiu, rodzinie, miłości, śmierci. O codzienności, która jest wartością samą w sobie.

Ta książka to najlepszy prezent jaki możecie sobie zrobić, ale także sprawić go żonie, przyjaciółce, mamie, siostrze czy tej przemiłej sąsiadce z trzeciego piętra, która na wycieraczce zostawia Wam pomidory ze swojej działki. Komuś, kto priorytety w życiu potracił, zapomniał co w życiu ważne, albo poprzewracane od zawsze je ma, kto kopa w tyłek porządnego potrzebuje żeby zrozumiał lub potwierdzenia tylko, że życie mamy jedno i trzeba się nim cieszyć.I dbać o nie. Z całych sił.

Iwonko dziękuję Ci za tą książkę. Za bloga. Za każdy twój tekst (za ,,Na skraju lasu" z kilku powodów najbardziej...)

Nie wyobrażam sobie, nie przeczytać kolejnej Twojej książki.

Bardzo na nią czekam...

ona2

ona101

ona7  

ona61    

Książka wydana nakładem wydawnictwa eManuskrypt, możecie ją kupić na stronie Iwony lub np tutaj

Kubek, cukierniczka i podstawka widoczne na zdjęciach pochodzą z kolekcji Pink Rose marki Home&You

 

,,Elementarz Stylu" Kasi Tusk

vanilia81

Elementarz stylu Katarzyna Kasia Tusk Sotho

,,Elementarz stylu" to pierwsza książka Katarzyny Tusk, autorki bloga Make life easier, jednego z najpopularniejszych blogów w Polsce poświęconego modzie.

Poradnik został wydany przez Wydawnictwo Muza, które przystało na takie propozycje autorki jak brak jej zdjęcia na okładce, stworzenie okładki z niepospolitego dziś materiału (po dotknięciu jej przypomniała mi encyklopedię, którą w szkole podstawowej zastępowała mojemu pokoleniu Google albo ,,Kuchnie Polską" z 1968 roku, którą tak cenię) czy dodanie czerwonej zakładki. Wygodny format, śliczne zdjęcia (w dużej mierze autorstwa autorki) Ciekawostka! Rysunek na okładce jest również autorstwa Kasi.

Przesłanie książki jest następujące ,,Dobry styl to nie kwestia talentu czy zasobności portfela. Elegancji i szyku możesz się po prostu nauczyć". Styl Kasi oparty jest na zasadach stosowanych przez takie ikony jak Audrey Hepburn czy Coco Chanel, która zwykła mówić ,,Mniej znaczy więcej".

Kasia z ogromnym dystansem podchodzi w książce do samej siebie. Bez skrępowania, idealizowania opisuję swoją drogę do stylu jaki osiągnęła. Pisze o swojej miłości do błękitnych leginsów w dzieciństwie, śmieje się t-shirtów z żółwiami Ninja po bracie, które nosiła po w podstawówce, przyznaje się do błędów czy wpadek, przez co książka jest momentami zabawna i czyta się ją jednym tchem.

Elementarz_stylu__Sotho_21

Elementarz_stylu__Sotho_31

Dowiemy się z niej o ubraniach i kolorach które warto mieć w szafie. O tym co tworzy bazę, która zapewni nam sprawne dobieranie garderoby. Tłumaczy, że rozwiązaniem nie jest ilość rzeczy w szafie, a ich jakość. Podpowiada w się co ubrać na weekend za miastem, co do cioci na imieniny, a co na wielkie wyjścia. Uczy prostych zasad, które przyswojone sprawiają, że wygląda się dobrze. Po lekturze tej książki odwieczny dylemat ,,nie mam się w co ubrać" powinien przestać nas dotyczyć.

Elementarz_stylu__Sotho_41

Przeczytamy (cytaty to tylko wybrane przeze mnie fragmenty zagadnień) o:

  • doborze bielizny,,Kolejna zmora to silikonowe ramiączka. Wyrzuć wszystkie takie staniki. Zaprojektowano je by były niewidoczne, ale okazało się, ze jest dokładnie na odwrót",
  • butach ,,Lepiej mieć dwie pary porządnych butów na sezon, niż sześć par takich sobie",
  • torebkach ,,Nigdy nie kupuj podróbek, epatowanie najdroższymi markami jest samo w sobie żenujące, a co dopiero ich falsyfikatami",
  • nakryciach głowy,,czapki noszone w środku lata to dla mnie do dziś niezrozumiały fenomen",
  • okularach ,,Kiedyś co rusz gubiłam okulary i kupowałam bardzo tanie i kiepskie, ale po pewnym czasie zrozumiałam, że lepiej kupić jedne naprawdę dobre i ich pilnować"
  • biżuterii ,,...w swojej szkatułce mam tylko dwie pary delikatnych kolczyków (złote z małymi cyrkoniami i klasyczne perełki) ,trzy pierścionki i kilka bransoletek i wisiorków.".,,Ciężka biżuteria postarza i wygląda dziwnie, zwłaszcza ,,artystyczne" wisiory na rzemykach z wielkim kamieniem, który pociągnąłby na dno nawet wieloryba."

Myślę, że autorka zaaprobowałaby mój ostatni zachwyt subtelnymi naszyjnikami marki Sotho. Zmieniam je zależnie od dnia, okazji, kaprysu czy pory roku (zimą np. króluje srebrna śnieżynka ). Nadziwić się nie mogę, jak takie drobiazgi potrafią poprawić nie tylko wygląd ale i humor...

Elementarz_stylu__Sotho_51

Elementarz_stylu__Sotho_71

Autorka zabiera nas również na spacer ulicami Mediolanu, Nowego Jorku, Paryża i Londynu, miast uznawanych za stolice mody. Bardzo ciekawie i szczegółowo opisując zasady i styl, którym kierują się ich mieszkanki, wyznaczając trendy i inspirując resztę świata. 

Elementarz_stylu__Sotho_61

Ostrzega przed zgubnym wpływem haczyków w postaci promocji i wyprzedaży, którym zmanipulowane ulegamy, a które do niczego sensownego nie prowadzą.

Dużo miejsca poświęca na udowodnienie, że dobry styl to nie tylko kwestia ubioru, ale również dobrych manier.

Elementarz_stylu__Sotho_81

Jedno z moich dzieci, z rozporządzenia ówczesnego ministra oświaty w szpitalu, zaraz po urodzeniu otrzymał bardzo ładną książeczkę z zabawnymi wierszykami. Żeby od kołyski kontakt z książką miało, a w zamyśle, w przyszłości chętniej po książki sięgało. Po lekturze ,,Elementarza Stylu" pomyślałam sobie jak dobrze by było, gdyby każda nastolatka, po ukończeniu szkoły podstawowej lub najpóźniej gimnazjum dostała tą książkę Jak wiele błędów potrafiły by młode kobiety popełniać, jak byłoby im łatwiej, jak gustowniej na ulicach polskich miast.

Do tej książki powinna jednak zajrzeć każda kobieta, bez względu na wiek czy wypracowany już styl. Nie wykluczone bowiem, że nawet ta, zaliczana do świetnie ubranych, nie wie np. o tym, że dobrze dobrane, cieliste szpilki mogą ją wyszczuplić o kilka kilo, albo czy kupując torebkę pamięta by zwrócić uwagę czy jej okucia są spójne z biżuterią, którą nosi.

Wydawało mi się, że nie mam problemów z pozbywanie się ubrań, których nie używam. Uwierzcie, nigdy jednak nie zrobiło mi się w szafie tyle miejsca co po lekturze tej książki. Dziękuję Kasiu!

Polecam tę książkę Waszej uwadze.

Elementarz_stylu__Sotho_101

,,Elementarz stylu" wydany nakładem Wydawnictwa Muza

 Złoty naszyjnik z gwiazdką wpisaną w kółko marki Sotho, znajdziecie tutaj.

 

,,Po prostu Nigella" słów kilka o słodkiej stronie książki (recenzja)

vanilia81

po_prostu_Nigella_1

Każda nowa książka Nigelli w moich rękach sprawia mi wielką radość. ,,Po prostu Nigella" wydana, po ciężkim dla niej prywatnie czasie, dodatkowo cieszy, bo jest znakiem, że uporała się ze swoimi problemami. Nigella jest taką moją kulinarną Matka Chrzestną. Pierwsze wpisy na tym blogu, niespełna 10 lat temu powstały w oparciu o jej przepisy. To właśnie jej pancakesy smażę w te poranki, kiedy zabraknie nam pieczywa. To jej gruszki z gorgonzola i marsalą podaje często znajomym jako przystawkę. Dzięki niej zakochałam się w bezie Pawlovej i zaczęłam robić domowy cukier waniliowy. Piekłam mięso w Coca- coli, przygotowałam sernik z nutellą i zaczęłam łączyć arbuza z serem feta. Często jednak zaglądam do jej książek nie tylko po przepis czy w poszukiwaniu inspiracji. Nigella ma ogromny dar pisania, uwielbiam czytać jej teksty będące wstępami do przepisów.

po prostu Nigella Lawson

Okładka książki ,,po prostu Nigella" doskonale obrazuję jej zawartość. Prostą, przejrzystą, skromną, czystą, pastelowa. Bardzo dobre fotografie autorstwa K.Oikawy ( a piszę to ja- czytelnik okrutnie wymagający w tej kwestii), doskonale współgrają z przepisami. Jak wszystkie książki Nigelli, tak i ta, wydana nakładem wydawnictwa Filo, jest porządnej jakości, posiada solidna okładkę, wydrukowana jest na dobrej jakości papierze. Posiada także ten miły drobiazg, który zawsze bardzo cenię, bo moim zdaniem ułatwia korzystanie z książki: zakładkę - wstążkę.

Książka podzielona jest na rozdziały: 

  • SZYBKO I PRZYJEMNIE
  • W MISCE
  • PRZYJĘCIE
  • ZŁAP ODDECH
  • DODATKI
  • SŁODKO
  • NA DOBRY POCZĄTEK

Ja oczywiście czym prędzej wzięłam się za wertowanie kartek by dojść do rozdziału ,,Słodkości" i na nich pozwólcie się skupię...

po prostu Nigella

Znajdziemy w nim 25 ciekawych, apetycznych propozycji tj. ciasto morelowo- migdałowe z wodą różana i kardamonem, tort czekoladowy z lukrecją i czarnymi porzeczkami, ciasteczka w kubeczkach, brownie z Nutelli ( o tak, to będzie hit!), babka tymiankowo-cytrynowa, potrójnie czekoladowe ciastka gryczane, bezglutenowy paj z jabłkami i jeżynami, cytrynową beza a Pawłowej, świąteczne ciasto z daktylami i dżemem pomarańczowym czy lody dyniowe z brandy...

Dużo ciekawych propozycji na słodko znajdziemy również w rozdziale ,,na dobry początek". Duszony rabarbar z imbirem, chlebek bananowy z kardamonem i prażonym ziarnem kakaowca, mufiny z czajem, chia z borówkami i pestkami dyni, pieczone tosty francuskie ze śliwkami i pekanami szczególnie mi się podobają.

Nigella ze swoja rozbrajająca szczerością piszę : ,,Chcę zaznaczyć, że nie ma tu propozycji wypieków bez cukru, bo wszystko, co ma słodki smak, zawiera cukier. Ciasto z syropem z agawy nie jest ciastem bez cukru, choć ostatnio to modne przekonanie. Wiele osób - nie mam pojęcia dlaczego - prosi mnie o przepis na dietetyczny deser. Odpowiadam: nie jest deseru. Nie czuje się winna - jedzenie słodkości to ważna część życia towarzyskiego i świętowania, a ja z przyjemnością włączę się w te obrzędy. Jeśli się komuś nie podoba, niech tego nie robi."

po_prostu_Nigella_4

po_prostu_Nigella_5

Z należytą uwagą podchodzi do osób z nietolerancją glutenu czy nabiału.

,,Wśród moich gości często zdarzają się osoby należące do tych (bezmlecznych i bezglutenowych) obozów, a skoro zapraszam je i chce, żeby czuły się mile widziane, czemu miałabym częstować je czymś, czego nie mogą jeść?"

W indeksie przepisów na wypieki i słodycze zastosowano oznaczenia dzięki, którym osoby na diecie szybko mogą odnaleźć przepisy z których mogą skorzystać.

Na listach składników znajdziemy modne ostatnio składniki tj. olej kokosowy, nasiona chia, herbatę matcha czy lukrecję.

po_prosty_Nigella_9

po_prostu_Nigella_8

po_prostu_Nigella_7

Nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło tej publikacji wśród moich kulinarnych książek. Powiem więcej, mam w domu dwie biblioteczki. Nie wszystkie książki stoją w tej ładniejszej, chronionej szklanymi drzwiczkami. Książki Nigelli stoją tam na honorowym miejscu...

wszystskie książki Nigelli

Książkę tą, jak zresztą wszystkie pozostałe Nigelli, możecie zamówić w księgarni internetowej nieprzeczytane.pl

To takie moje, książkowe, zaufane miejsce w sieci. Polecam Wam  ze względu na ceny najniższe chyba z możliwych, funkcjonalny sposób składania zamówienia, bardzo miłą, zawsze pomocną obsługę i szybką dostawę.

 

 

O zachowaniu wspomnień słów parę... Recenzja książek ,,Zapiski babci" & ,,Zapiski dziadka"

vanilia81

zapiski babci i dziadka zakamarki recenzja

Nie o słodkościach dziś będzie.

Dziś o czymś znacznie ważniejszym. O ocalaniu wspomnień i o książkach, które w piękny sposób mogą w tym pomóc. 

Każdy słyszał o albumach dla dzieci, w którym rodzice zapisują informacje z życia swojego potomka. Ile ważył po urodzeniu, jaką zabawkę lubił, jaką pluł zupką i jakich miał kolegów w przedszkolu. Wiecie, te albumy, które skrupulatnie, z wypiekami na twarzy wypełnia się pierwszemu dziecku (i dobrze!), drugiemu wypełnianie kończy się gdzieś w okolicach pierwszego ząbka, a trzeciemu nie kupuje się go już wcale (sic!) 

,,Zapiski babci. Wspomnienia dla moich wnuków" i ,,Zapiski dziadka..." to coś w mojej ocenie cenniejszego. Głębszego. Mądrzejszego. W zapiskach to babcie i dziadkowie zapełniają kartki swoimi wspomnieniami. To uroczy prezent dla babci i dziadka, który wypełniony może (ba, powinien!) kiedyś wróci do wnuka.

zapiski babci i dziadka zakamarki recenzja

zapiski babci i dziadka zakamarki recenzja

Każda z książek jest podzielonana na rozdziały, tj. rodzina, szkoła, dorastanie, praca... Babcie i dziadkowie wypełniając karki zapisek zdradzą jakie przedmioty lubli w szkole, jakie czytali książki, jakie popełnili głupstwa, o czym marzyli, dlaczego się w sobie zakochali. Nie zabrakło też miejsc na fotografie.

Wszystko to buduje opowieść o życiu naszych najbliższych z perspektywy nie zawsze nam znanej. 

Ta książka, bardzo przemyślana, porusza nawet, kiedy nie jest wypełniona. Mogę się tylko domyślać ile wzruszeń, uśmiechu i zadumy może dostarczyć zapisana. Jakich drogowskazów na drodze życia może nam udzielić.

Na koniec słów kilka o jej stronie wizualnej. No piękna jest. Po prostu. Idealny format, wygodny, żeby w niej pisać, a potem ja czytać. Dopieszczone czcionki ( u dziadka tytuły i rysunki/ornamenty zielone, u babci czerwone). porządnej jakości papier, a okładki...doskonałe, przywołują na myśl stare bruliony.

Zastanawiałam się czy coś bym do nich dodała. Pomyślałam o kartce wolnego miejsca na luźne notatki, coś co przyszli autorzy mogliby napisać od siebie. Zajrzałam na koniec i na ostatniej stronie znalazłam kartkę z napisem ,,Na koniec chce Ci jeszcze opowiedzieć..."  Nie mam więcej pytań proszę Państwa.

Są to książki, które (zamiast siódmego kubka z napisem ,,najlepsza Babcia na świecie") powinni dostać dziadkowie i babcie Waszych dzieci, a jeśli to możliwe także Wasi...

Wydawnictwo Zakamarki gratuluję wydania tak wartościowego albumu.

,,Moje wypieki desery" Dorota Świątkowska- recenzja

vanilia81

moje wypieki i desery recenzja

Tak się jakoś składa, że najwięcej kulinarnych książek powiększa moją kolekcję w okresie jesienno- zimowym. Mam wtedy więcej czasu na ich przeglądanie, a długie, ciemne wieczory, ukochany koc i kubki gorącego kakao sprzyjają tego typu lekturze.

W tym roku wydawnictwo Egmont, niczym Mikołaj, który pomylił miesiąc dostarczyło mi ogromnie apetyczną pozycję mojej blogowej koleżanki Doroty Świątkowskiej.

Z Dorotką znamy się od 2007 r., kiedy to ona od pół roku, małymi krokami przemierzała już kulinarną blogosferę, a ja zakładałam Ciasteczkolandię i miałam do niej mnóstwo pytań technicznych dotyczących prowadzenia bloga. Prawdę mówiąc, nie sądzę, żeby Ciasteczkolandia bez niej dziś istniała. Mogę powiedzieć, że jest jej matką chrzestną. Zawsze życzliwa, wesoła, z poczuciem humoru tak bliskim mojemu, świetna kobieta- taka jest Dorota Świątkowska jaką znam. A jaka jest jej druga książka?

,,Moje wypieki i desery" przeszły moje oczekiwania. Nie bałam się o stronę merytoryczną, autorka jest genialnym cukiernikiem i nigdy jeszcze nie nacięłam się na jej przepisie, byłam również spokojna o stylizację i wykonanie zdjęć- słynie w tych tematach z perfekcji, miałam jednak obawy, czy zadaniu sprosta wydawnictwo, czy dopasuje czcionki, które podkreślą styl zdjęć Doroty, czy druk nie popsuje jakości zdjęć, czy jakoś papieru będzie na dobrym poziomie, czy  będzie dla czytelnika przejrzysta w odbiorze...Kochani, po przeglądnięciu kilku stron miałam łzy w oczach (serio...), bo to tak, jakbym trzymała w rękach trzecią córeczkę Dorotki: zdrową, mądrą, a do tego śliczną. Książka jest perfekcyjna! Przyjemna dla oka, dopieszczona szczegółami szata graficzna, a już pomysł, by tło tekstu przepisu współgrało z kolorystyką zdjęcia słodkości na zdjęciu obok podbiło moje serce totalnie!

Książka zaskoczyła mnie swoją grubością, ma ponad 300 stron! Solidna, gruba okładka ( boki książki dostępna w dwóch wariantach kolorystycznych białej i brązowej) i przydatna zakładka-wstążeczka.

Przepisy posegregowane tak, by łatwo było znaleźć szukany, a wszystkie podobnie jak na blogu czytelnie opisane. Na końcu znajdziemy przeliczniki kuchenne, indeks alfabetyczny i rzeczowy

Receptury zawarte w książce to przepisy wybrane przez Dorotę spośród ponad 6 lat prowadzenia bloga plus dodatkowo kilka nowych, opracowanych specjalnie na potrzeby książki.

Spotkałam się z opiniami osób, które liczyły na to, że książka zawierać będzie wyłącznie nowe przepisy. Ja cieszę się, że są to sprawdzone przepisy, znane z bloga, bo mimo, iż staram się śledzić stronę Mojewypieki.com na bieżąco, wiele z propozycji, zobaczyłam w książce po raz pierwszy. Poza tym lubię korzystać z książek kucharskich, a często przeglądać je nawet jeśli nie szukam konkretnego przepisu czy inspiracji, no i zwyczajniej lubię je mieć ;)

Książkę tą powinien kupić każdy fan Doroty, każdy komu zdarza się korzystać z jej przepisów, bo w mojej ocenie to śliczne ,,dziękuję" za to co dla nas robi. Będzie pięknym, wartościowym prezentem dla miłośnika domowych słodkości, bez względu na to, czy dopiero zaczyna przygodę z pieczeniem, czy ma już spore doświadczenie w tej dziedzinie. Polecam i gwarantuję słodką lekturę, a Tobie Dorotko, raz jeszcze z całego serca gratuluję!

moje wypieki i desery recenzja

moje wypieki i desery

moje wypieki i desery recenzja

 mojewypieki i desery recenzja

© Ciasteczkolandia
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci